Wróciłam z urlopu! Teraz trzeba będzie odpocząć. Zrobiliśmy ponad 200 km na rowerach (jednego dnia 91!). Do domu dojechałam na oparach. No, ale przyznam, że fajnie było. Gniew to ciekawe miasteczko, bardzo klimatyczne. Wrzuciłam na FB sporo zdjęć i filmików. Spaliśmy w Pałacu Marysieńki. Warunki luksusowe. Śniadania przepyszne. Obiady jadaliśmy w trasie, więc tylko częściowo wypróbowaliśmy tamtejszą kuchnię. Po powrocie już nie było kolacji, więc z niecierpliwością czekaliśmy do rana, racząc się ewentualnie jakimś jogurtem. Ale możemy Wam polecić restaurację w Zajeździe Gniewko (w Małej Karczmie). Przepysznie tam mają.

Mąż po najdłuższej wycieczce zasponsorował mi masaż. Po drugiej − wyprawę gondolą (po Wiśle). Nie musieliśmy jechać do Wenecji. Tylko gondolier jakoś tak mało włoski. Za to usta mu się nie zamykały. Ciekawych rzeczy się dowiedzieliśmy. Od razu zadeklarował, że „Kaczora” to on by rozebrał do golasa i wypuścił za nim tygrysa. A jajka jego miażdżyłby młotem. „Dziadek” wiedział, co mówi, bo co chwilę zaznaczał, że on się na tym zna. Zna się też na samolotach, bo był mechanikiem latających maszyn, więc teorię na temat wypadku smoleńskiego też ma. Obecnej władzy by się to nie spodobało.

− A jak się panu żyje w Gniewie? – zapytała jedna pasażerka.

− A co mnie tam to obchodzi – zaśmiał się. – Tu mieszkają same dinozaury. Kto by tam do Gniewu przyjeżdżał?

Zaznaczę przy okazji, że odmieniał „Gniewu” (nie Gniewa, choć obie formy są poprawne – wg prof. Bralczyka), bo jedna z moich (już pewnie byłych) czytelniczek rzuca we mnie gromami za tę formę. Podczas tego wyjazdu przysłuchiwałam się miejscowym. Nikt nie odmienił inaczej!

gondola

Pan był zabawny. Dzięki niemu kwitnie turystyka w Gniewie, bo przecież wszyscy przyjeżdżają, by popływać gondolą. Ciekawe doświadczenie. Przyznam, że lubię taki miejscowy „folklor” i słucham zawsze z zainteresowaniem. A wyprawa po Wiśle warta grzechu. Polecam. Zresztą trzeba przyznać, że piękna ta nasza Polska. Czasami nie doceniamy tego, co mamy pod nosem.