Mąż mi kupił nowe siodełko! Jest wielki!

Wszystko zaczęło się od długich dystansów. Okazało się, że jedna część ciała została mocno obita. I nie chodzi o nogi i o tyłek. Raczej to ta część, która powinna być owiana mgiełką tajemnicy, więc ją owiewam, a Wy się domyślajcie. Ale czułam się, jakbym wzięła udział w całkiem niezłej orgii.

W trakcie naszej wyprawy analizowałam, co jest źle z moim siodełkiem. Miałam na nie założoną żelową nakładkę i nie pomagało. Na postojach dokładnie oglądałam i już w głowie projektowałam, jakie powinno być idealne siedzisko. Już nawet cieszyłam się, że odkryję Amerykę, że po powrocie opatentuję pomysł i zacznę produkcję kobiecych siodełek dopasowanych do naszej budowy anatomicznej. Opracowałam nawet stopień jego pochylenia.

Jakie było moje zdziwienie, kiedy okazało się, że ktoś już na to wpadł przede mną! Ba! Zaczął nawet produkcję! Dowiedziałam się też, jak regulować nachylenie siodełka. Można to było zrobić już dawno! A ja gapa nie wiedziałam i nie mówiłam tego głośno, bo przecież Sławek na pewno by mi je odpowiednio ustawił.

Tak jednak narzekałam na ból w powrotnej drodze, że pierwsze, co zrobił mój kochany mąż w poniedziałek, to zawiózł mnie do raju siodełkowego! Najpierw oczywiście uzupełniłam swoją wiedzę, korzystając z rad wujka Google. A potem mogłam przebierać, sprawdzać miękkość i szerokość. Co prawda w rowerowym trafiłam na niezbyt sympatyczną obsługę, bo sprzedawczyni prawie cały czas rozmawiała przez telefon, a jak ją poprosiłam, by odpięła z wieszaka dwa siodełka, to spojrzała na mnie poirytowana.

− Może pani tu podejść i sobie sprawdzić dwoma rękoma.

Dodam, że przejście do siodełek było zastawiane i należało się przesuwać bokiem, więc to nie była wygodna pozycja do oglądania.

− Ale ja bym chciała położyć dwa siodełka obok siebie i je porównać – powiedziałam. Pani więc lekko naburmuszona zdjęła je i mi podała. Mogłam więc ugniatać do woli. Najchętniej to bym na nich usiadła, ale jakoś głupio chyba. Mogliby mnie wziąć za wariata.

No! Ale wreszcie kupiłam! Jest dokładnie takie, jak chciałam. Co prawda to ja miałam opatentować ten wzór, ale lekko się spóźniłam. Okazuje się jednak, że ktoś myślał dokładnie tak jak ja. Z pewnością też obił sobie tę samą część ciała.