Jestem łasuch i łatwo mnie kupić nowymi smakami. Przyznaję to bez bicia.

Pewnego dnia Sławek oznajmił, że musi jechać na pomiary i że pani, u której będzie robić zlecenie, organizuje właśnie festyn. Zainteresowało mnie to, bo okazało się, że to kobieta z pasją, nazywana przez niektórych Królową Żurawiny. Prowadzi gospodarstwo agroturystyczne (Pokoje u Dagmary Mermet – znajdziecie na FB)i robi najlepszą nalewkę żurawinową (kociewski produkt tradycyjny!), jaką udało mi się spróbować. A w dodatku kobieta częstują nią na powitanie i jeszcze serwuje wyśmienite ciasto. Pamiętacie, że odstawiłam słodkie? No… Trochę mi to kiepsko idzie, ale kiedy przede mną znalazł się kawałek tortu bezowego, to zmiękłam. No jak tu odmówić? Na wierzchu kakao, w środku przepyszny krem z orzechami. W dodatku tylko delikatnie słodki, co przy bezie aż mnie zaskoczyło. Mówię Wam niebo w gębie. Nawet nie mam wyrzutów sumienia.

Gospodarstwo spodobało mi się bardzo, bo pięknie położone, blisko jezioro i las (Bory Tucholskie). Przy domu sauna i jacuzzi. Żyć i nie umierać.

Właścicielka przywitała nas w stroju kociewskim (choć pochodzi z Kaszub). Poczęstowała nas przepysznym jedzeniem. Wszystko swojskie. Smalczyk z gęsiny nawet! A atmosfera iście domowa.

Zachwycona wracałam do domu. Gdyby ktoś szukał namiaru na noclegi na Kociewiu, to polecam. Sami już rozważamy to miejsce jako bazę wypadową na wycieczki rowerowe.

Najbardziej zadziwia mnie jedna prawidłowość, którą obserwuję, odkąd przyjechałam na Kociewie. Najlepszymi promotorami regionu są nie ci, którzy mieszkają tu z dziada, pradziada, a przyjezdni. Zadziwiające. Może nie wszyscy potrafią docenić to, co mają? Nie mam pojęcia. Często też słyszę powiedzenie, że tu to trzeba się urodzić. Hm… Może lepiej tu po prostu przyjechać i pokochać, bo pięknie jest?