Chyba każdy człowiek powinien dbać o równowagę ducha i ciała. Tak sądzę. Chcę też wierzyć, że duch u mnie taki duży jak ciało, że nadąża.

W związku z tą zasadą w weekend dla ducha pojechaliśmy na Literacki Sopot. Trochę się opuściliśmy, bo w poprzednich latach udawało się nam być dwa-trzy dni, w tym roku tylko w piątek. No, ale jak się nie ma, co się lubi, to się lubi, co się ma. Udało mi się być na spotkaniu Doroty Masłowskiej, Stefana Chwina i argentyńskiej pisarki Claudii Pineiro (autorki „Czwartkowych wdów” i „Okruchów szczęścia” – polecam, nawiasem mówiąc). Na tej ostatniej mi szczególnie zależało, bo to wyjątkowa okazja być na takim spotkaniu, tym bardziej że miałam książkę, by zdobyć autograf.

Za to sobota była dla ciała. Zdecydowanie. Najpierw dostałam żurawinówkę od p. Dagmary, o której wspominałam, że prowadzi agroturystykę w Mermecie (Pokoje u Dagmary). A ta nalewka to też nie byle co, bo z leśnej żurawiny, w dodatku to pierwszy zarejestrowany produkt tradycyjny z Kociewia. Jakie to doznania smakowe, musicie sobie wyobrazić. Pychota i samo zdrowie.

Byliśmy też ze Sławkiem, podobnie jak w ubiegłym roku, na Festiwalu Smaku w Grucznie. Och! Tam to dopiero się działo. Orgia smaków! Wszelkich! A ludzi całe tłumy, bo Więcej >