Czasami człowiek włączy telewizor i wtedy wpada w osłupienie. Nie wiem, czy już mi ten stan minął, ale postanowiłam podzielić się z Wami wrażeniami.

Akurat trafiłam na jakiś program, w którym mówiono o trendach w modzie na jesień. Pytano gwiazdy, czy są przygotowane do sezonu jesienno-zimowego. Ups. Od razu przyszła refleksja. Czy zwykli zjadacze chleba też powinni zadać sobie to pytanie? Bo ja nie jestem przygotowana. A może jestem? Bo nie wiem, jak na to spojrzeć. W szafie coś tam wisi. Rudy płaszczyk jeszcze kupiony w Stargardzie, więc na pewno ma z sześć lat, kurtka sportowa ze cztery. Na szczęście żaden z elementów garderoby nie osiągnął jeszcze pełnoletności, więc chyba się nada.

Kiedy już prawie wpadłam w popłoch i biegłam sprawdzać, co w czeluściach mojej szafy będzie trendy, bo wiadomo, że moda co ileś lat wraca, to ktoś w TV powiedział, że mamy się nie martwić, bo w zasadzie to, co było modne w ubiegłym roku, będzie i w tym. No, odetchnęłam od razu. Kamień z serca, bo inaczej to trzeba by było sezon jesienno-zimowy spędzać pod kocem, a tak to można dumnie paradować. Pomijam fakt, że w ubiegłym roku oprócz butów to nic sobie na zimę nie kupiłam. Jestem mamą studentki, więc chyba muszę poczekać, aż Jajo skończy studia. (A propos Jaja, wraca we wtorek!!! Juuupi!).

Jedna z prezenterek polecała odzież wykonaną z bardzo błyszczącej tkaniny, chyba udającej skórę. Tylko nie wiem z czego, może z węża ogrodowego. Nawet, fajnie to wyglądało, ale od razu zarechotałam, bo wyobraziłam sobie, że to może być sztywne i człowiek podczas chodzenia będzie ciekawie szeleścić.

A jak u Was? Czy jesteście modowo przygotowani do sezonu jesienno-zimowego?

Bo ja póki co rozważam jedynie pytanie: zmieszczę się czy nie zmieszczę. Nie mam jednak odwagi, by sprawdzić. Szok może mnie zabić.