Podobno według psychologów człowiek powinien co jakiś czas zmieniać pracę lub otoczenie. To dobre dla zdrowia psychicznego, działa ożywczo i nie pozwala wpaść w rutynę. Nie wiem jak Wy, ale ja uważam, że coś w tym jest. Czasami dopada człowieka chęć odmiany. Nie zawsze wystarcza zmiana fryzury. W moim przypadku zresztą to nie wchodzi w grę, bo przy rozczochranej to raczej zmienić się za wiele nie da. Trzeba więc wykombinować co innego.

Jestem już w bloku startowym, by ogłosić Wam „rewolucję”, którą właśnie przeprowadzam. Oczywiście jestem w strachu, czy wszystko będzie tak, jakbym chciała, czy nie będzie gorzej niż przed zmianą, ale całą sobą czuję, że to odpowiedni czas. Męża jednak nie zmieniam, nie ma co wpadać w panikę. Kot też zostaje ten sam. Zmiany będą dotyczyć życia zawodowego, choć oczywiście z pisania nie rezygnuję. Bez tego już by było trudno żyć. Bez bloga też się nie da, bo przecież muszę mieć z Wami kontakt.

To tak, jakbym mieszkała w domu, za którym jest piękne wzgórze. Co jest za nim nie wiadomo, na szczycie widać tylko trawę, która wydaje się bardziej zielona, pięknie połyskująca w słońcu. Ciągnie? Oczywiście, że ciągnie człowieka, by pobiec tam, sprawdzić, przekonać się, czy faktycznie tam jest ładniej. Można by racjonalnie sobie próbować tłumaczyć, że lepsze to, co oswojone i znane, ale co zrobić, jeżeli dusza się wyrywa. Nawet jak się odpuści i siądzie w wygodnym fotelu w swoim starym ogrodzie, okryje się nowym ciepłym kocem, wypije kawę z ulubionego kubka, to za jakiś czas znów pojawi się chęć sprawdzenia, co tam, za tym wzgórzem, jest. Dusza zakwiczy i wyrwie się w te pędy.

Prawda? Prawda. Przynajmniej ja tak mam. Pomimo tego że zmiany są stresujące i wiążą się z niewiadomymi, czasami są konieczne, by nie stać w miejscu. Też tak macie?