Pamiętam, że kiedy zaczynałam blogować pięć lat temu, nic nie wiedziałam o wirtualnym świecie. Nie miałam konta na żadnym portalu społecznościowym, nie działałam w sieci, więc wszystko wydawało mi się obce. Przerażały mnie anglojęzyczne nazwy, nie bardzo też wiedziałam, jak jest ze ściąganiem zdjęć z internetu, nie miałam kompletnie pojęcia na temat prawa autorskiego. Uczyłam się tego na bieżąco, czasami szukając odpowiedzi za pomocą wujka Google. Na szczęście udało mi się tu przetrwać i umościć sobie całkiem wygodne gniazdko.

Niedawno w moje ręce trafiła książka „Czego nie wolno robić w internecie. Poradnik dla blogerów, vlogerów, gamerów i instagramowiczów” (red. Naukowa Katarzyna Grzybczyk – TUTAJ KLIK). I przyznam, że pomimo tego że mam blog, konto na FB i na Instagramie, to dopiero ten poradnik pozwolił mi uporządkować wiedzę na temat kilku ważnych spraw. Po pierwsze jasno wyjaśnił, co jest legalne, a co nie, jeżeli udostępniamy jakieś pliki; precyzyjnie określił prawo autorskie. Kompletnie na przykład nie miałam pojęcia o prawie panoramy. A jak wiadomo, nieznajomość prawa wcale nie chroni przed konsekwencjami.

Co ciekawe, podobno jeżeli posty ukazują się cyklicznie na blogu, a ich celem jest informowanie o wydarzeniach kulturalnych, społecznych czy politycznych, to mamy obowiązek zarejestrować go w rejestrze czasopism prowadzonym przez sąd. Niedopełnienie Więcej >