Ostatnio Jajo opowiadało mi o swoich przygodach podczas zakupów. W tamtym roku wynajmowało mieszkanie w bloku, przy którym była Biedronka. Teraz mieszka przy Lidlu. Oczywiście cieszyło się, bo zawsze taniej można zrobić zakupy. Radość jednak trwała krótko. Okazało się, że promocje potrafią dobić studenta, który ciągle jest w biegu, a nie robi wielkich zakupów, tylko wpada do sklepu wyłącznie po coś konkretnego. Nie ma czasu na włóczenie się pomiędzy regałami.

Stoi więc Jajo cierpliwie w ogonku. W koszyku tylko dwie butelki: jedna z wodą, druga z sokiem. Przy kasie ktoś, kto przyszedł zwrócić buty, które wcześniej kupił pewnie na promocji. Panie za Jajem z koszykami wyładowanymi zniczami, bo teraz ten towar ze zniżką. Kobiety jednak mniej cierpliwe, bo cały czas komentują sytuację, jakby były sprawozdawcami sklepowymi.

– „Kupujo” najpierw po taniości, a potem „oddajo” – komentuje jedna kobietka, a druga oczywiście potwierdza i ubolewa nad zwyczajami zakupowymi rodaków.

– „Pakujo” w te kosze, jakby na rok zakupy robili. Nic umiaru te ludziska nie „majo”.

Wreszcie zauważają Jajo stojące przed nimi z dwiema butelczynami i nie wytrzymują.

– Po wodę i sok to mogła pani iść gdzie indziej, a nie kolejkę robić.

– Hm… – Jajo odwraca się i ze stoickim spokojem pyta. – A jakie zakupy można tu robić? Bo ani dużych, ani małych, więc się zastanawiam…

No i to była woda na młyn. Okazało się, że młodzi ludzie to tylko pyskować potrafią. A jakie  przemądrzałe się zrobiło to pokolenie, a jakie chamskie! Nie dość, że miejsce w kolejce zajmują, powietrze zużywają, na dłuższe czekanie poczciwych ludzi narażają, to jeszcze śmią być złośliwe.