Wszyscy przetrwali święta?

Ja nauczyłam się w tym roku jednego. Wiem, na czym polega szczyt bezczelności. Ale taki Mont Everest. Szczyt szczytów.

Przyjechali do nas rodzice. Na kilkudniowy pobyt zabierają zawsze swoją kotkę – Nutelkę. Kiedyś już o niej pisałam, bo to charakterna baba z ADHD. Po wyjściu z transporterka dokonuje podziału terytorium. Do tej pory zasady były proste: ona – dół (z miskami z jedzeniem, kuwetą i kominkiem, Nutuś – góra  ze swoją miską wypełnioną szmatkami i naszym łóżkiem w sypialni). No, zasady były proste do tego roku. Nawet dziwiliśmy się, że Nutelka zupełnie wyluzowana całymi dniami leżała przy kominku i ani razu nie przegoniła po domu Nutusia. Najwyraźniej bycie trenerem osobistym naszego kota się jej znudziło.

Pewnego dnia jednak zauważyłam, że Nutuś nie chce spać w swojej misce i jakoś dziwnie ma swoje szmatki ułożone w stożek, zawsze je rozkładał jak w gniazdku. Podchodzę więc do jego ulubionego legowiska, rozgarniam tkaninę, a tam mokro! W środku jego zabawka, w dodatku cała mokra. Oczywiście nie spadł deszcz do tej miski. Nutelka złośliwie nasikała mu w legowisko. Szczyt perfidii i bezczelności. Nutuś więc położył się na Sławka swetrze. Co zrobiła Nutelka? Oczywiście obszczała i sweter. Niech sobie Nutuś nie myśli, że będzie miał Więcej >