Wszyscy przetrwali święta?

Ja nauczyłam się w tym roku jednego. Wiem, na czym polega szczyt bezczelności. Ale taki Mont Everest. Szczyt szczytów.

Przyjechali do nas rodzice. Na kilkudniowy pobyt zabierają zawsze swoją kotkę – Nutelkę. Kiedyś już o niej pisałam, bo to charakterna baba z ADHD. Po wyjściu z transporterka dokonuje podziału terytorium. Do tej pory zasady były proste: ona – dół (z miskami z jedzeniem, kuwetą i kominkiem, Nutuś – góra  ze swoją miską wypełnioną szmatkami i naszym łóżkiem w sypialni). No, zasady były proste do tego roku. Nawet dziwiliśmy się, że Nutelka zupełnie wyluzowana całymi dniami leżała przy kominku i ani razu nie przegoniła po domu Nutusia. Najwyraźniej bycie trenerem osobistym naszego kota się jej znudziło.

Pewnego dnia jednak zauważyłam, że Nutuś nie chce spać w swojej misce i jakoś dziwnie ma swoje szmatki ułożone w stożek, zawsze je rozkładał jak w gniazdku. Podchodzę więc do jego ulubionego legowiska, rozgarniam tkaninę, a tam mokro! W środku jego zabawka, w dodatku cała mokra. Oczywiście nie spadł deszcz do tej miski. Nutelka złośliwie nasikała mu w legowisko. Szczyt perfidii i bezczelności. Nutuś więc położył się na Sławka swetrze. Co zrobiła Nutelka? Oczywiście obszczała i sweter. Niech sobie Nutuś nie myśli, że będzie miał miękko i wygodnie pod zadkiem. Potem poszła do dużego pokoju i uwaliła się na fotelu przed kominkiem, udając aniołka w kociej skórze.

Dziękowałam, że nie nasikała nam w łóżko!

Nutuś zdezorientowany, nie wie, co się dzieje. A prawda jest smutna. Gdyby to była kompania wojska, to Nutuś byłby w niej kompanijną ofermą i ulubioną ofiarą, a Nutelka – przywódcą bandy prześladującej naszą sierotkę.

Trudno więc nie rozumieć Nutusia, kkiedy chodzi za nami i płacze. Niemalże czytać mu można ze spojrzenia: „Zabierzcie ją!”