Bez kategorii

Tajemnicze przesyłki

Pisałam jakiś czas temu, że Nutuś został wybrany do testowania kocich produktów. Sklep NaszeZoo.pl przysłał naszemu celebrycie prezencik. Radość kota oczywiście była wielka, choć przyznam, na widok zawartości paczki lekko mnie zmroziło. Wróciło wspomnienie. Raz kiedyś kupiłam Nutusiowi silikonowe kulki do kuwety. Za żadne skarby nie chciał się w niej załatwić, więc narobił mi na łóżko. Żebym miała jasność przekazu, zrobił siku i dwie kupy. Oczywiście przekaz zrozumiałam. Nigdy więcej silikonu w kuwecie. A teraz w paczce do testowania Nutuś dostał właśnie ten wynalazek. Bogatsza w doświadczenia dosypywałam mu to do tradycyjnego żwirku i na szczęście Nutuś kuwety nie zbojkotował. W dodatku przyjechali moi rodzice ze swoją kotką, a ta oczywiście bardzo chętnie skorzystała z Nutusiwej toalety.

Z silikonu mój kocur był zadowolony bardzo umiarkowanie, ale za to z paszteciku, który dostał, był usatysfakcjonowany w pełni. Zdziwił mnie. Od weterynarza Nutuś dostał jeszcze sześć tabletek. A więc w sumie wszystkich było piętnaście. Opracowaliśmy więc genialny plan połykania. Codziennie inny smakołyk i tabletka pożarta. Co prawda Nutusia nie obchodziło to, skąd codziennie wezmę mu nowy przysmak i jak to odciśnie się na domowym budżecie, nie jego wina przecież, że trzeba brać tabletki. Ale okazało się, że pasztet w tubce to jakiś wyjątkowy przysmak, Więcej >

Schizofreniczne czasy

To, co się dzieje w ostatnich dniach w kraju, w Europie i na świecie, przyprawia o gęsią skórkę. Nawet nie wiadomo, jak to komentować, bo wszelkie słowa, które ma się ochotę wypowiedzieć, brzmią strasznie banalnie. Z jednej strony gorączka przedświąteczna, magiczny klimat w domu, a kiedy włączy się telewizor, radio czy komputer, to wiadomości nie pozwalają cieszyć się tym niezwykłym czasem. Aż strach pomyśleć, dokąd to wszystko zmierza.

Pozwólcie więc, że ten jeden dzień pomilczę.  Ja wiem, że powinniśmy żyć normalnie, nie dać się zastraszyć, nie dać się wpędzić w paranoję i nie dać ponieść złym emocjom, a jednak nie jest to łatwe. Żyjemy w jakichś schizofrenicznych czasach.

Basia…

Czasami życie bardzo mocno wyhamowuje. Oczywiście robi to na krótko, ale za to bardzo dotkliwie.

W poniedziałek zadzwoniłam do mojej koleżanki pisarki Basi Spychalskiej-Granicy. Chciałam jej opowiedzieć o swoich spotkaniach, zapytać, jak idzie jej pisanie kolejnej powieści, jak było na festiwalu poetyckim, na którym niedawno była, ot zwyczajnie poplotkować. Zamarłam, gdy zamiast jej głosu usłyszałam inny, łamiący się i mocno przeplatany złowróżbną ciszą. Dlaczego odebrał kto inny? Dlaczego nie Basia jak zawsze…?!

Bo Basia odeszła w nocy. Dzień wcześniej wrzucała zdjęcia swojego kota na FB. Położyła się spać jak zawsze… Rano nie było Basi…

Dla mnie to szok. Ogromny i niewyobrażalny. Gonimy codziennie za czymś, nie wiadomo za czym, a życie jest tak cholernie kruche. Jest jak tchnienie, punkt, głos…

Dlatego dzisiaj chciałabym Wam opowiedzieć o Basi. Może czytaliście jej książki: „Niespodziankę na 6 liter” czy „Marzenia na agrafce”. Wydawała w Zysku. Właśnie ukończyła trzecią powieść. Wiem, że pisała już kolejną. Miała mnóstwo pomysłów. Już nigdy jednak…

Basię poznałam osobiście w tamtym roku w Gdańsku. Spotkałyśmy się z naszymi mężami na kawce. Siedzieliśmy gdzieś niedaleko Długiej. Pamiętam ten dzień. To były wakacje. Basia kochała morze…

Potem często rozmawiałyśmy przez telefon. Ja na północy Polski, ona na południu, ale była pomiędzy nami jakaś nić porozumienia. Spotkałyśmy się Więcej >

Święto

Dzisiaj święto, więc pozwolę sobie wziąć dzień urlopu. Może uda mi się w tym czasie nadrobić kilka spraw i uniknąć kolejnych faux pas.

Do zobaczenia w poniedziałek.

A przy okazji zapraszam na spotkania autorskie do Stargardu (17.11., godz. 17.00) – Książnica Stargardzka:i do Szczecina (18.11., godz. 18.00) – os. Majowe, Niepubliczna Szkoła Podstawowa Legato, ul. M. Dąbrowskiej 18.

Zapraszam!

Sława aż za ocean

Jestem! Trudno było, bo droga daleka, ale Jajo dotransportowane do domu. Przywieźliśmy też jej amerykańskiego kolegę, więc ćwiczę angielski. Jeszcze ręce mnie nie bolą od mówienia, nie jest najgorzej. Od czasu do czasu spoglądam na Jajo, by pomogło, rzuciło jakieś słówko. A Jajo twardo, zmusza matkę do mówienia, nie ma pójścia na łatwiznę z tłumaczem. I dobrze. Trochę potrenuję.

Dzisiaj niestety krótko, bo oczywiście zaraz lecę gnieść pierogi. Musimy trochę polskich smaków zaprezentować, by za oceanem wspominano naszą kuchnię.

Babcia przez trzy dni sprzątała w panice chatę. Kiedy jej mówiłam, że ma nie przesadzać, że to nie Sanepid i że nie będzie też testu białej rękawiczki, to oczywiście tradycyjnie pacnęła się w czoło i spojrzała na mnie z politowaniem.

– A potem w Ameryce będą gadać, że u nas brudno. Nie ma co. Porządek być musi! – stwierdziła, a po chwili dodała: – Po mojemu.

I kiedy ja tylko znikałam w swoim pokoju, to Babcia zabierała się za odsuwanie foteli i kanap! A przypomnę, że ma 91 lat. Wtedy ja wychodziłam z pokoju i reagowałam po raz kolejny.

– Babciu, co ty robisz?

– A nic nie robię.

– Jak to nic? Nie odsuwaj tego, to ciężkie. Przecież nikt nie będzie zaglądał pod kanapy – mówię. Oczywiście Więcej >

Czarny protest

Melduję się!

Kochani! Melduję tylko, że jestem cała, zdrowa i szczęśliwa, a bateryjki naładowane mam z czubkiem. W piątek napiszę, co robiłam, kogo spotkałam i co widziałam. Teraz oddycham pełną piersią i ogarniam pranie. Rzeczywistość wzywa. Ale jedną wiadomością muszę się podzielić na gorąco: podpisałam umowę na kolejną powieść! Ukaże się w październiku!

Uściski dla wszystkich po kolei.