Bez kategorii

Miało być o amerykańskiej przygodzie

Chciałam dzisiaj trochę Wam poopowiadać, co u Jaja, bo przecież dawno nie było niczego o Stanach. Ostatnio do mnie napisało zagadkowo, że jak wróci, to mi coś opowie, bo jakby zrobiło to teraz, to musiałoby się na drugi dzień pakować. Oczywiście od razu ciśnienie miałam zawałowe (choć z reguły do tego mi baaardzo daleko). A tego dnia było nad rzeką. Jajo plus rzeka mogło oznaczać kłopoty. Zmusiłam więc tę moją latorośl do opowiedzenia, co się stało.

– Pakuj się. Wracasz – rzuciłam po wysłuchaniu przygody Jaja.

– Ha, ha. Wiedziałam.

No, ale potem na spokojnie to potraktowałam. Przygoda w czasie przeszłym, więc nic się nie stało.

– O! Ale super! – oświeciło mnie po chwili. – Mogę opisać na blogu?

– Nie – przyszła odpowiedź. – Bo to moja prywatna przygoda i jak ją opiszesz, to po powrocie nie będę miała co opowiadać.

No więc milczę. Na razie więc Wam nie opowiem, ale jak już Jajo zrelacjonuje to wszystkim swoim znajomym, to wtedy napiszę, bo zdarzenie ciekawe.

Z tego względu, że nie mogę opisać tego, co chciałam, to pochwalę się takim widokiem. To księgarnia Świat Książki w Sopocie. Normalnie pycho samo się układało do rechotu.

No, ale żeby nie było mi tak wesoło, to w konkursie Granice.pl moje Więcej >

Jak to jest w Ameryce?

Jak już wiecie, Jajo doleciało. Podejrzewam, że dopóki nie wróci, to od czasu do czasu będę pisać o amerykańskiej przygodzie Jaja.

Na początek smutna dla nas wiadomość. Tam jest ciepło! Jak Jajo doleciało, to w nocy było 20 stopni! Taka niesprawiedliwość na tym świecie. Jajo jada śniadanka w krótkich spodenkach na tarasie. Pierwsze zdjęcie, jakie mi wysłało, to było śniadanie. Jak myślicie, co Jajo mogło dostać na pierwszy posiłek? Oczywiście, że jajo! Jajecznica, tost i dżem. A wszystko na jednym talerzu. Pękaliśmy z Mężusiem ze śmiechu i nie wierzyliśmy własnym oczom.

Nie wiem, czy kiedyś wspominałam, ale Jajo ma różne fobie. Jedna z nich to „ładne jedzenie”. Nic na talerzu nie może się dotykać. Czyli jak Jajo je obiad, to na jednym talerzu ma ziemniaki, a na drugim mięso (oczywiście bez sosu, bo sos jest nieestetyczny). Nigdy w życiu (z tego samego względu) nie wzięło do gęby dżemu, bo przecież to paciaja. A tam był „dżemik własnej roboty” (jakby w domu kupny miało!) w dodatku arbuzowo–porzeczkowy. No fakt, arbuzowego to się u nas nie robi.

(zwróćcie uwagę, że tost dotyka dżemu!!!)

Ciekawa jestem, czy Jajo zdążyło już wszystkie sztućce i naczynia gospodarzy przejrzeć pod mikroskopem. Bo u nas wszystkie mają przegląd przed każdym posiłkiem Więcej >

Metoda na wnuczka

Metoda na wnuczka ciągle pewnie przynosi zysk podłym ludziom, którzy wykorzystują naiwność i wiarę starszych ludzi. Nigdy moja rozczochrana nie pojmie, jak to się dzieje, że człowiek jest w stanie wykorzystać słabość drugiego człowieka po to, by się wzbogacić. Nigdy.

W telewizji co jakiś czas ostrzegają i przypominają. Oglądaliśmy niedawno z mężem program, w którym przedstawiciele banków mówili o zabezpieczeniach, jakie stosują, by chronić starszych ludzi. Podobno pracownicy banków zostali specjalnie przeszkoleni, by ewentualnie pomagać starszym ludziom próbującym wypłacać pieniądze ze swoich kont. Tym bardziej jak widzą, że przychodzą do oddziału z „obstawą”. Podobno kasjerka ma się upewnić, że starszemu człowiekowi nic nie grozi i nie jest naciągany. Została przecież w tym kierunku odpowiednio przeszkolona.

Usłyszałam, zakodowałam i przyjęłam, że tak jest. Zapomniałam tylko wziąć poprawkę na to, że przecież to, co mówią w TV, nie bardzo jakoś znajduje potwierdzenie w życiu.

Moja babcia, od kiedy się do nas sprowadziła, powtarzała nam, że jak będzie ładna pogoda, będzie się dobrze czuła i będzie miała czas, to pojedziemy z nią do banku, by zlikwidowała konto, na które od lat nic nie wpłacała i miała tam zaledwie kilkaset złotych.

Nadszedł wreszcie dzień, że mieliśmy tę sprawę załatwić. Mówię do męża, by sam jechał z babcią, bo po Więcej >