Sława aż za ocean

Jestem! Trudno było, bo droga daleka, ale Jajo dotransportowane do domu. Przywieźliśmy też jej amerykańskiego kolegę, więc ćwiczę angielski. Jeszcze ręce mnie nie bolą od mówienia, nie jest najgorzej. Od czasu do czasu spoglądam na Jajo, by pomogło, rzuciło jakieś słówko. A Jajo twardo, zmusza matkę do mówienia, nie ma pójścia na łatwiznę z tłumaczem. I dobrze. Trochę potrenuję.

Dzisiaj niestety krótko, bo oczywiście zaraz lecę gnieść pierogi. Musimy trochę polskich smaków zaprezentować, by za oceanem wspominano naszą kuchnię.

Babcia przez trzy dni sprzątała w panice chatę. Kiedy jej mówiłam, że ma nie przesadzać, że to nie Sanepid i że nie będzie też testu białej rękawiczki, to oczywiście tradycyjnie pacnęła się w czoło i spojrzała na mnie z politowaniem.

– A potem w Ameryce będą gadać, że u nas brudno. Nie ma co. Porządek być musi! – stwierdziła, a po chwili dodała: – Po mojemu.

I kiedy ja tylko znikałam w swoim pokoju, to Babcia zabierała się za odsuwanie foteli i kanap! A przypomnę, że ma 91 lat. Wtedy ja wychodziłam z pokoju i reagowałam po raz kolejny.

– Babciu, co ty robisz?

– A nic nie robię.

– Jak to nic? Nie odsuwaj tego, to ciężkie. Przecież nikt nie będzie zaglądał pod kanapy – mówię. Oczywiście Więcej >