Telewizyjny zwierz

Ostatnio przypomniałam sobie o bardzo ważnym wydarzeniu. W zasadzie rodzina męża mi o tym przypomniała. Kiedy byłam w Gdańsku na Jarmarku Bożonarodzeniowym i czekałam na moje jajo w umówionym miejscu, zaczepiła mnie dziennikarka, robiąca „Magazyn przechodnia”. Jakoś o tym zapomniałam. Jednak okazało się, że nagranie ze mną (ku mojej rozpaczy) znalazło się w telewizji. Powtórzono to już kilka razy, ja ani razu jeszcze nie natknęłam się na ten program, więc mąż pchany (niezdrową) ciekawością odnalazł odcinek w internecie. I faktycznie jestem tam w pełnej okazałości. Dziennikarka zaczepiła mnie na Długim Targu. Zaszła mi spryciula drogę. Mogłam ewentualnie przyspieszyć, wykonać slalom i ją wyminąć, ale jakoś głupio, ponieważ na ulicy był niewielki ruch. Zatrzymałam się, czekam na jakieś inteligentne pytanie, a ona wali: „Co dałaby pani w prezencie królowej angielskiej?”. No, super pytanie. Wszystkie szare komórki mam właśnie oblodzone, bo mróz jest niemiłosierny (kilkanaście stopni na minusie). Pierwsze co od ruchowo odpowiadam: „Herbatę, bo Anglicy piją dużo herbaty”. I sama nie wierzę, że taką inteligentną odpowiedź znalazłam, aż chciałam pacnąć się w łepetynę, jednak pan z kamerą działał deprymująco, więc żadnych nieskoordynowanych ruchów starałam się nie wykonywać. Jednak pani, chyba niezadowolona, bo przypuszczam, że nie tylko mnie się tak mądrze skojarzyło, Więcej >