nutus

Przepysznie :)

Ciacho wyszło znakomite.  Wykorzystałam zapasy orzechów i jabłek. Upiekłam ciasto, którego nie robiłam pewnie z kilkanaście lat. Przypomniałam sobie o nim, przeglądając właśnie spiżarkę. Chciałam wykorzystać to, co miałam. Po co marnować produkty? Ciacho nosi niebiańską nazwę: „Placek niebo”. Przepis kiedyś wygrzebałam w jakiejś gazecie. Teraz spokojnie można znaleźć go w internecie. Nie jest trudne, choć pracochłonne. Wymaga upieczenia dwóch kruchych placków. Na pierwszy należy wyłożyć podduszone przez kilkanaście minut jabłka z 4 łyżkami cukru i sokiem wyciśniętym z połowy cytryny. Wykorzystałam około kilograma jabłek. Po wyłożeniu na kruchy spód należy masę jabłkową przykryć drugim kawałkiem ciasta. Należy też wcześniej przygotować sobie około 350 g mielonych orzechów. W przepisach jest z reguły 250, ale jak jest więcej, to lepiej, masa nie jest za rzadka. Tak przygotowane orzechy należy zalać szklanką gorącego mleka i dać im czas, by wchłonęły płyn. Potem utrzeć to z kostką masła i z cukrem pudrem (3/4 szklanki). Wyłożyć na drugi placek. Na koniec polać rozpuszczoną czekoladą. Ja do czekolady dodaję odrobinę mleka, żeby po ostygnięciu nie była twarda, ponieważ to utrudnia krojenie. Ciacho najlepsze jest po schłodzeniu, wtedy górna masa się nam nie rozpłynie. Mężowi smakowało. Ale nie tylko jemu. Mój teść był zachwycony i nawet Więcej >
obiad

Przez żołądek do serca

Sukces uczciliśmy pysznym obiadem. Zrobiłam filety z kurczaka nadziewane szpinakiem. Znalazłam jeszcze w lodówce małe opakowanie fety z ziołami i pomidorami. Nadawała się idealnie. Rozbiłam delikatnie filety z kurczaka. Na patelni podsmażyłam na maśle czosnek i szpinak. Do tego wrzuciłam fetę. Doprawiłam do smaku. Potrzymałam trochę na ogniu, żeby feta lekko się rozpuściła. A potem wyłożyłam farsz na filety, zwinęłam je w roladki i zapakowałam w folię aluminiową. Następnie ułożyłam w naczyniu żaroodpornym. Piekły się 40 minut. Były wyśmienite. Podałam je z brązowym ryżem. Dodatek warzywny to marchewka z groszkiem (dodała trochę koloru na talerzu).Mój mąż, który nie przepada za szpinakiem, zjadł ze smakiem. Był też deser. W zasadzie improwizacja z tego, co było w lodówce: jogurt naturalny jako podstawa deseru. W zamrażarce pojemniczek truskawek lub malin. Zdecydowałam się na truskawki, bo miałam galaretkę o tym samym smaku. Wykonanie bardzo proste. Truskawki zostały zmiksowane z odrobiną cukru. Galaretka rozpuszczona w niewielkiej ilości wody. Jogurt wymieszany również z niewielką ilością cukru. Do niego dodałam rozpuszczoną łyżeczkę żelatyny (chciałam, żeby się ścięło, ale nie za mocno, żeby nie było twarde). Galaretkę dodałam do zmiksowanych truskawek. A potem to już tylko zabawa z układaniem warstw. Na wierzch zrobiłam kleksiki z prawdziwej bitej śmietany, Więcej >

Nagroda

Dziś radość. W zasadzie trwa od wczoraj, kiedy przeczytałam e-maila, że mój tekst „Na co godzi się kobieta w imię miłości” został nagrodzony. Konkurs organizowali Onet i Wydawnictwo „Znak”. Nagrodą była książka o żonie Dickensa „Dziewczyna w niebieskiej sukience”. Cieszę się, bo książkę chciałam przeczytać. Jakiś czas temu w telewizji, chyba TVN, mówiono o niej i mnie zaciekawiła. To, że Dickens nie był dobrym człowiekiem oczywiście wiedziałam. Oglądałam kiedyś na Discovery film biograficzny o tym pisarzu. Pamiętam, że zszokowało mnie jego życie, bo kiedy się czyta książki Dickensa bardzo trudno uwierzyć, że znęcał się nad żoną. Gdybyśmy mieli tworzyć obraz autora na podstawie jego utworów, musiałby to być niesamowicie wrażliwy i dobry człowiek, który nie zgadzał się na zło świata. Jednak okazuje się, że pozory mylą. Chętnie przeczytam „Dziewczynę w niebieskiej sukience”. O swoich wrażeniach na pewno opowiem. Już nie mogę się doczekać, kiedy kurier zapuka do moich drzwi. Mały sukces, ale cieszy. I to jak!!! Z tej okazji mam zamiar dziś mojej rodzince przygotować coś pysznego. Mam w planie filety z kurczaka nadziewane szpinakiem. Będzie też deser. Na razie jeszcze coś tam rodzi mi się w głowie, ale musi być lekki, owocowy. Jak wyszło, opowiem jutro, wrzucę też zdjęcia. Więcej >
nutus

Po weekendzie

Minął kolejny weekend. Ten był pracowity. „Robiliśmy” dom. Mąż wkręcił dwa nowe gniazdka. Dobrał nawet kolorystycznie do ścian. Zamówił zielone przez internet. Zaskoczył mnie tym bardzo, bo wydawało mi się, że mężczyźni nie przywiązują zbytniej uwagi do kolorów. Zawiesił lustro u córki w pokoju, a potem męczył się z poziomowaniem szafek w kuchni. Ja pobawiłam się w krawcową. W końcu uszyłam do pokoju córki zasłony i firany. Niby nie były skomplikowane, bo to tylko same prostokąty do obszycia. Dodatkowo wszycie taśmy u góry. Musiałam jednak wszystko sobie przyfastrygować, a to było pracochłonne. W dodatku pomagał mi mój kot, który zawzięcie próbował szyć po swojemu. Musieliśmy stoczyć walkę o tkaninę. Na szczęście wygrałam i mogłam dokończyć szycie. Wyszło ładnie. Córka zadowolona, bo tak chciała. Jeszcze uszyję jej dwie poduszki z tego samego materiału co zasłony. Nawet spodobało mi się to szycie, może  jeszcze uszyję pokrowce na poduszki do dużego pokoju. Kto wie, co jeszcze przyjdzie mi do głowy…? No, ale nie tylko przecież pracowaliśmy. Mąż zabrał mnie na spacer w przepiękne miejsce – do ogrodu dendrologicznego. Pogoda była fantastyczna. Świeciło słońce, powietrze pachniało, przyroda powalała kolorami. Podglądaliśmy, jakie ewentualnie drzewka posadzić przed domem w przyszłym roku. Nie mogą być za wysokie, Więcej >
paszteciki

Pracowicie i „smakowicie” :)

Jeden dzień na głodówce wytrzymałam i stwierdzam, że nie było źle. Przez cały dzień same płyny: woda, zielona herbata, mięta, sok jabłkowy i kubek czerwonego barszczu. Dało się. Czułam się bardzo dobrze, jakby jakaś dodatkowa energia we mnie wstąpiła. Być może wynikało to z tego, że szukałam sobie zajęć, żeby nie myśleć o jedzeniu. I tak, co ja wczoraj robiłam? Najpierw podsypałam borówkę amerykańską korą. Tata wsadził mi trzy krzaczki. Mam nadzieję, że uda mi się o nie należycie zadbać. Reszta ogrodu to pożal się boże widok. Wszędzie jakieś krzaki i chwasty. Ogrodem zajmę się jednak na wiosnę. Potem przyjechali panowie od kanalizacji. Mieliśmy jakąś niedrożną rurę, więc przepychali. Oczywiście zalali kawałek piwnicy jakimś smrodkiem. Zabawni goście. Jeden z nich bardziej był zainteresowany kontenerem na śmieci sąsiadów niż robotą. Nawet jakiś materacyk sobie wygrzebał. A niech tam mu będzie, ważne, że naprawili. Oczywiście zadeptali mi całą podłogę w przedpokoju i w kuchni, więc miałam dodatkową pracę. Potem obiad. To była najgorsza część dnia,  bo nic nie próbowałam. I tak, jak obiecałam mojej córce, były paszteciki z farszem pieczarkowo-serowym. Ciasto do nich robię zwykłe drożdżowe, ot tak na oko: mąka + drożdże (wcześniej rozrobione w mleku z odrobiną mąki) + jajko Więcej >

Dieta

To siedzenie w domu na pewno nie służy mojej talii. Gdzieś ją po drodze zostawania kurą domową zagubiłam. 5 kg do przodu na pysznych obiadkach i ciachach. Masakra! A mój mąż co dzień po obiadku musi mieć ciacho i w ogóle mu w brzucho nie idzie. Jaka na tym świecie sprawiedliwość? Kiedy ma wolne, to po śniadanku kawka i ciacho, po obiedzie powtórka z rozrywki i wieczorem po kolacji jeszcze jeden kawałeczek ciasta. Dodatkowo landrynki i lizaki, ciągle coś dziamdzia, a długi i chudy jakby ciągle miał 20 lat. A ja? Przy nim te ciacha, które mu wypiekam, pałaszuję. Niby mniejsze kawałeczki i nigdy po kolacji, a cholerstwo w biodra lezie jak szalone. Uzbierało się tego już 5 kg dodatkowo. Dzisiaj postanowiłam wydać po raz chyba setny walkę tym kilogramom. Ciekawe na jak długo starczy mi motywacji. Diety już chyba wszystkie zostały przeze mnie wypróbowane. Jedne z mniejszym, inne z większym skutkiem. Od dziś postanowiłam inaczej. Robię sobie oczyszczającą głodówkę. Plan jest taki, żeby wytrzymać 7 dni. Dłużej nie mogę, bo mam akurat zjazd na uczelni i muszę mieć trochę siły, co by się do Warszawy dotelepać pociągiem, a potem jakoś wytrzymać na wykładach. Po co jeść po trochu i Więcej >
okno

Różności

Moje okno – kolos chyba w końcu doczeka się jakiegoś odzienia. Dzięki pomocy jednej z zaangażowanych internautek, konsultacjom z mamą mam nareszcie pomysł. Okno jest bardzo duże, piękne samo w sobie. Nie chciałam za bardzo go zasłaniać. Jednak teraz już wiem, co z nim zrobię. Będzie niestety musiało trochę poczekać, ponieważ potrzeba na nie aż 18 m tkaniny. Niestety są inne wydatki. Wczoraj odwiedziłam dentystę i okazało się, że zrobienie zęba z koronką to ok. 1300 zł. Masakra! Ciekawe, jak się mają do tego zarobki przeciętnego Polaka? Wczoraj odwiedziłam też moją teściową. I stwierdzam, że nijak się do niej mają dowcipy o teściowych. Jest fantastyczną, miłą i bardzo ciepłą kobietą. W dodatku mamy o czym rozmawiać. A jeżeli chodzi o teściowe to mam porównanie, bo to już moja druga. Pierwsza mogła zatrudnić się w jakichś służbach bezpieczeństwa, w NIK-u lub w Sanepidzie. Kiedy przychodziła w odwiedziny, zawsze zauważyła gdzieś kurz. Nawet jak wysprzątałam mieszkanie „na cacy”, coś znalazła. A to kurz na ramce w drzwiach do kuchni, a to kurz na lampie… Utrapienie z taką kobietą. W dodatku nigdy nie byłam tak dobra jak jej córki i pewnie nie zasługiwałam na jej ukochanego synka. Rozmawiała ze mną „ą”, „ę” przez Więcej >

Placki

Moja mama zrobiła dzisiaj przepyszne placki. Nie wiem, czy jeszcze ktoś takie robi. To w zasadzie smak z mojego dzieciństwa. Powstały dzisiaj zupełnie przez przypadek, bo okazało się, że ugotowałyśmy na obiad za dużo ziemniaków. Mama przepuściła je przez praskę, dodała mąkę tortową i zagniotła ciasto. Potem rozwałkowywała małe placki, które usmażyłyśmy na oleju. Były przepyszne. Najchętniej jadamy je z cukrem. Nawet moja córka, która jest bardzo wybredna, zjadła kilka ze smakiem. Niby takie nic, bo tylko ziemniaki i mąka, a było naprawdę smaczne.

Jutro rodzice wyjeżdżają, trzeba będzie wrócić do normalnego trybu, czyli pranie, prasowanie i sprzątanie…

sernik czekoladowo-limonkowy

Sernik

Weekend za nami. Trochę chcieliśmy się z mężem odchamić. Korzystając z okazji, że byliśmy w Warszawie, poszliśmy na występ Rafała Rutkowskiego – aktora Teatru Montownia. Trudno ten wieczór zaliczyć do bardzo kulturalnych, bo wulgaryzmy „leciały” ze sceny, czasami zupełnie niepotrzebnie. Ale żeby nie marudzić, bo przecież byliśmy w stolicy, warto coś pozytywnego napisać. Na pewno odbyliśmy bardzo intensywną gimnastykę twarzy. Od śmiechu długo bolały nas policzki. Monolog był naprawdę zabawny i miejscami bardzo odważny. Dla Rafała Rutkowskiego nie było tematów tabu. Śmiał się nawet ze Smoleńska, co w naszym kraju jest raczej ryzykowne.

W Warszawie przypomnieliśmy sobie też stare czasy, bo nocowaliśmy w akademiku. I stwierdziliśmy, że studenci albo wyjechali do domów, albo obyczaje studenckie uległy znacznej zmianie.

Tak wzmocnieni pozytywnie  mogliśmy wrócić do domu.

Dzisiaj bardzo spokojnie. Każdy wrócił do swoich obowiązków. W dodatku przyjechali do nas na kilka dni moi rodzice. Oczywiście wypakowali z samochodu pół ogrodu warzyw, owoców i orzechów. Dodatkowo maliny w słoiczku, przeznaczone do herbaty w razie przeziębienia, sok malinowy, dżemy i konfitury… Piwnica zaopatrzona, jakby szykowała się wojna. Zimę przeżyjemy na prowiancie od rodziców.

Wiadomo, jak goście w domu, to musi być ciacho. Dziś był sernik czekoladowo – limonkowy. Przepis wzięłam z bloga „Moje wypieki”. Nawiasem mówiąc, gorąco Więcej >

Pępowina

Dzisiaj szykuję smakołyki dla mojej córki, która organizuje pidżamaparty, czy jak to nazywano w czasach mojej młodości (tej minionej, pierwszej, nastoletniej, bo teraz po 40 jest druga) – prywatkę. Mam z tym oczywiście „stresa”, bo niby mają u niej nocować tylko dwie koleżanki, ale wiadomo, jak chata wolna… Nie chcę nawet o tym myśleć. Cały czas powtarzam sobie, że przecież mam do niej zaufanie. Mam do niej zaufanie… Nie raz już spały u niej koleżanki i ona spała u nich, ale to były te z poprzedniego miejsca zamieszkania, które przychodziły do naszego domu około dziesięciu lat. „Alice” i „Boguś”, bo takie ponadawały sobie ksywki, były prawie jak członkowie rodziny. Szczególnie „Alice”. Nawet kiedyś była z nami na wakacjach. Sympatyczna, spokojna dziewczyna z pasjami podobnymi do mojej córki. Znałam jej mamę. A teraz? Nowa szkoła – liceum, nowe znajomości. No, niby można zadzwonić do ich rodziców. Ale jaką ja mam pewność, że pod imieniem Magda czy Paula nie kryje się ktoś z zarostem i całkiem męskim imieniem, a ten niby rodzic w słuchawce to starsza kumpelka? Dobra, zaufanie… Wiem, wiem, ciągle to sobie powtarzam. Nie mam powodu do jego braku, nigdy mnie córka nie zawiodła. Ale ja przecież doskonale pamiętam, jak Więcej >