ciasteczka 008

Ciasteczka

Upiekłam z moim kochanym jajem całe stado ciasteczek. Nie licząc owsianych, o których już pisałam, powstały cytrynowe, orzechowe i korzenne. Cytrynowe i korzenne „na oko”, orzechowe wg przepisu Zagubionej. „Na oko” to znaczy pół kostki masła, jedno jajo i jedno żółtko, cukier (ok. ¾ szklanki), mąki dałam tyle, by ciasto dobrze się kleiło, nie było za miękkie i za twarde. Do tego proszek do pieczenia. Do cytrynowego dodałam startą skórkę z dwóch cytryn i sok z jednej cytryny. Do drugiego ciasta dodałam przyprawy korzennej, trochę imbiru i cynamonu, reszta składników pozostała bez zmian. Do orzechowych trafiła szklanka zmielonych orzechów. I tyle. To schłodziło się przez dwie godziny w lodówce, a potem to już zabawa. Powycinałyśmy gwiazdki, aniołki, serduszka, choinki, księżyce itp. Nie ozdabiałyśmy ich lukrem. Nam najbardziej podobają się właśnie takie, prosto z blachy, nie są wtedy też za słodkie. Kiedyś lukrowałyśmy, oblewałyśmy czekoladą, a potem wyszukiwało się tych najmniej ozdobionych. Spędziłyśmy w kuchni dobre kilka godzin, ale warto było. Nawet nie dla tych ciastek, choć na pewno są smakowite i ładnie je popakujemy w puszki, będą między innymi na prezenty, ale dla samego bycia razem. Na co dzień mamy na to mało czasu, a pieczenie to świetna okazja, by Więcej >
ciasteczka 002

Owsiane

Upiekłam dzisiaj owsiane ciasteczka. Zagniotłam też ciasta na ciasteczka cytrynowe, orzechowe i korzenne. Na razie czekają w lodówce, chłodzą się. A owsiane już na talerzu i częściowo w brzuszkach mojej rodzinki. Pięknie pachnie w domu. Muszę takie ciastka robić częściej. Nie są trudne do wykonania. Przepis jak zwykle wygrzebany z „Moich wypieków” („Ciastka z żurawinami, płatkami owsianymi i czekoladą”). Składniki potrzebne do przygotowania:
  • 1 szklanki mąki
  • pół łyżeczki cynamonu
  • pół łyżeczki sody oczyszczonej
  • szczypta soli
  • 145g masła
  • 2/3 szklanki brązowego cukru (dałam trzcinowy)
  • 1 duże jajko
  • 1 łyżeczka ekstraktu waniliowego (dałam cukier waniliowy)
  • 1 szklanka płatków owsianych
  • ¾ szklanki drobinek czekoladowych do zapiekania
  • pół szklanki świeżej posiekanej żurawiny (miałam zamrożoną).
Wszystkie składniki muszą być w temperaturze pokojowej. Trzeba je zagnieść. Na końcu dodać czekoladę i żurawinę. Łyżką nałożyłam na blaszkę i lekko uklepałam, żeby były płaskie. Piekłam w temperaturze 180 stopni przez 20 minut. Po wyciągnięciu są nadal miękkie. Wyłożyłam je na kratkę, by ostygły, a potem dopiero na talerz. W przepisie jest napisane, żeby potem udekorować je czekoladą. Tego już nie robiłam, bo byłyby za słodkie. Są naprawdę smaczne. Żurawina i drobinki czekolady nadają kapitalnego smaku. Mojej rodzince oczywiście smakowało. Na pewno jeszcze wrócę do tego przepisu. Owsiane ciasteczka Więcej >
podkładki 013

Podkładki

Emocje trochę opadły. Cieszę się dalej, ale już spokojniej. Będę musiała przypomnieć sobie niemiecki, bo może się przyda w Szwajcarii. Trzeba będzie też poprawić kondycję, bo jak pójdziemy w góry, to wstyd będzie sapać, jeżeli się okaże, że pojechałam z samymi dwudziestolatkami. Mam pół roku do czerwca, więc jest czas na zrealizowanie planu. Oby zapał nie minął. Mogę teraz napisać o tym, co chciałam. Wczoraj zaczęłam przygotowywać podkładki pod talerze na stół wigilijny. Biały obrus jest elegancki, ale smutny. Kupiłam materiał zielony w białe kropki – bardzo wesoły. Wykroiłam 12 podkładek. Mama podsunęła mi pomysł, by to obszyć lamówką. Tak też zrobiłam. Dla kontrastu kupiłam czerwoną tasiemkę. Połączenie zieleni z czerwienią pasuje do świąt. Znalazłam jeszcze w domu samoprzylepny pasek ze świątecznym wzorem. Jest welurowy. Powycinałam z niego prezenty i ponaklejałam na podkładki. Potem łatwo będzie je odkleić, a na przyszły rok będzie można wymyślić jakąś inną ozdobę. Uszycie podkładek zajęło mi dwa dni. Może nie wyszły idealnie, bo przecież początkująca ze mnie szwaczka, ale są ładne. Myślę, że ożywią stół wigilijny. Potem wstawię zdjęcia. Na białym obrusie zieleń z czerwienią będą pięknie się prezentowały. Na środek stołu kupiłam kapitalny wianuszek z cieniutkich gałązek, muśnięty trochę złotym brokatem. Do środka Więcej >

Szwajcaria

Teraz będzie bardzo krótko, bo aż mi się ręce trzęsą z emocji. Pozytywnych oczywiście. Wygrałam wycieczkę do Szwajcarii w konkursie „Zakochaj się w Szwajcarii”. Pojadę, zobaczę na własne oczy i będę miała szanse zakochać się w tym kraju.  Jak przeczytałam e-maila, to skakałam z radości. O, rany, jak się cieszę!!! Nie umiem tego wyrazić. Dlatego ten wpis będzie bardzo krótki. To, co zamierzałam napisać, będzie za jakiś czas. Dzisiaj, ale kiedy opadną trochę emocje. Jadę do Szwajcarii! Jak to pięknie brzmi. Wyjazd w czerwcu. Już nie mogę się doczekać. Trzeba jednak się opanować, żeby nie zacząć od razu pakować walizki. Oddychać, tak oddychać! Spokojnie. Wdech, wydech, żeby nie zapomnieć o podstawowej czynności fizjologicznej z tej radości. No, teraz idę się przewietrzyć. Akurat jest mróz, to ochłonę . Coś więcej napiszę później.
babka 010

Babka po przejściach

Upiekłam babkę. Pięknie pachnącą imbirem i przyprawami korzennymi. Nie jest sucha, ale wilgotna, dzięki temu smaczna. Ma w sobie mielone i siekane migdały, żurawinę suszoną i świeżą. Ciasto wszystkim smakuje. Pomimo tego, że moja rodzina nie przepada za babkami, wolą raczej ciacha z kremem, to zajadają ze smakiem. Jednak babka nie wyszła idealnie. Nie posmarowałam blaszki, bo jest teflonowa i do tej pory nigdy jej nie smarowałam (zawsze się udawało). Do tego ciasta jednak trzeba, być może przez owoce. Przy wykładaniu niestety trochę mi się rozpadło, więc nieciekawie wygląda. Wyszła taka babka po przejściach. Ale smak jest wyśmienity. Przepis wzięłam, jak zwykle z „Moich wypieków”. Trzeba pamiętać, żeby produkty miały pokojową temperaturę, a mąka, proszek, soda, przyprawy muszą być przesiane. Składniki:
  • 2 szklanki mąki pszennej
  • 3/4 szklanki (70 g) mączki migdałowej lub drobno zmielonych migdałów
  • 2,5 łyżeczki przyprawy korzennej
  • 1 łyżeczka proszku do pieczenia
  • 1/2 łyżeczki sody oczyszczonej
  • szczypta soli
  • 1/2 łyżeczki cynamonu
  • 1/2 łyżeczki imbiru
  • 225 g masła, w temperaturze pokojowej
  • 3/4 szklanki drobnego cukru do wypieków
  • 3/4 szklanki brązowego cukru
  • 3 duże jajka
  • 1,5 łyżeczki ekstraktu z wanilii (dodałam zwykły cukier waniliowy, bo ekstraktu nie miałam)
  • 1 szklanka gęstego jogurtu lub kwaśnej śmietany (dałam jogurt)
  • 1 szklanka posiekanych zrumienionych Więcej >
świątecznie 001

Świątecznie

W domu coraz bardziej świątecznie. Ubrałyśmy już z moim jajem choinkę. Mąż przytargał wielkoluda przy uciesze naszego kota, który dawno takiego drzewa nie widział. Wskoczył od razu w gałęzie i wąchał, i wąchał. Ciężko było go odciągnąć. A jak choinka w końcu stanęła na właściwym miejscu przystrojona w świąteczne szaty, dał spokój. Już nie była dla niego atrakcyjna. Wywiesiłyśmy też więcej lampek przed domem. W pokoju też jakieś znalazły miejsce. Mąż zakupił piękne gwiazdy betlejemskie, ja stroiki i w zasadzie jesteśmy zwarci i gotowi do świąt. Prezenty leżą gdzieś w zakamarkach domu poukrywane przed ciekawskimi spojrzeniami. Zostało do kupienia zaledwie kilka drobiazgów. Pierogi dostaliśmy wczoraj od babci, która poszła na całość i ulepiła ich chyba z 60. Leżą teraz sobie w zamrażarce i czekają na pierwszą gwiazdkę. Dzisiaj mam w planie upiec ciasto, bo czekoladowy afrodyzjak zginął w otchłani żołądków mojej rodzinki. Dziś będzie skromniejsze ciacho – korzenno-migdałowe z żurawiną (świeżą i suszoną). Przepis oczywiście wygrzebałam w „Moich wypiekach”. Teraz produkty leżą w kuchni i „się grzeją”. Muszą mieć pokojową temperaturę. Wyczytałam, że aby babka się udała, właśnie takie muszą być. Dodatkowo sypkie produkty: mąką, przyprawy, proszek, soda powinny być przesiane. Będzie pięknie pachnieć w domu korzenną przyprawą. A do kawki Więcej >
muszka 002

Podróż do przeszłości

Dzisiaj zaniedbałam bloga. W domu mamy niezłe zamieszanie: pies i dwa koty. Koty raczej nie darzą się sympatią. Mój biedny kocurek chodzi po domu i płacze, żali się na kotkę, która przyjechała do nas z moimi rodzicami. Trzeba przyznać, że niezła z niej zołza, czuje się jak u siebie i przegania z kąta w kąt mojego Nutusia. Co prawda pozwala mu jeść z miski jako pierwszemu, ale wszędzie go wytropi i pogoni. Biedak kryje się przed nią w pokoju córki, która na tę okoliczność chętniej wpuszcza go do siebie. Jak już tam wlezie, leży na łóżku i stara się odespać, ile się da. Pies na to spogląda z pobłażaniem. Czasami tylko rozgoni kocie towarzystwo i przywróci porządek. Ten mój kot to taka sierotka, jedyne, co umie, to żalić się, więc człapie po domu i ryczy, ale tak jakoś smutno, z rozpaczą. Dzisiaj z rodzicami miałam odbyć sentymentalną podróż w przeszłość mojej mamy. Nie utrzymywała kontaktu z rodziną swego biologicznego ojca, bo jej mama przeklęła całą rodzinę. Zawsze to był temat tabu. Nie znam swojego prawdziwego dziadka i niestety już nie poznam, bo zmarł kilka lat temu. Mama chciała jednak odwiedzić dzisiaj jego brata, wujka, którego poznałam, jak miałam około trzech Więcej >

„Siła fatalna”

Dziś się nie wyspałam. Gniotła mnie w nocy jakaś „siła fatalna”. Proszę nie wiązać tego z moim mężem. To jakaś siła wewnętrzna, jakby jakiś Dusiołek siadł mi na piersi. Gniotło mnie to coś i gniotło, aż w końcu się „urodziło”. Mąż w nocy zapalał lampkę, żebym mogła zapisać swoje genialne spostrzeżenia, które wyszły prosto z mojej duszy. Oj, męka taka, jak człowieka gniecie! A dlaczego gniotło? Tutaj jednak trzeba skojarzyć to z moim mężem, choć nic nieprzyzwoitego to nie będzie. Mój kochany mąż tak we mnie wierzy, że podsunął mi myśl, żebym wzięła udział w konkursie na mini słuchowisko organizowanym przez radiową „Jedynkę”. Najpierw chciałam postukać się w głowę. Ja i słuchowisko? Do tego dziś ostatni termin nadsyłania prac. Ale po namyśle: Jak to ja nie dam rady? Jak nie dam, jak dam. Mąż nawet sprawdził mi regulamin. Do wygrania laptop i 300 zł. Dla kury domowej to nie lada gratka, więc zaczęłam intensywnie myśleć. Myślałam i myślałam, wytężałam wszystkie szare komórki, aż w końcu tak się nakręciłam, że nie mogłam zasnąć, bo coś tam w głowie kiełkowało, ale nie dawało się zwerbalizować. Dusiło, gniotło aż w końcu wylazło. Po przelaniu na papier wyglądało nawet przyzwoicie. Pomysł wydał mi się Więcej >
ciacho czekoladowe 010

Czekoladowy afrodyzjak

Upiekłam wczoraj świetne ciacho. Przepis znalazłam na „Moich wypiekach”. Trochę go jednak „udoskonaliłam”, to znaczy bardziej dopasowałam do smaków mojej rodzinki oraz do zawartości „spiżarni”. Ciasto niezwykłe, bo piecze się je bez mąki, ale z dużą ilością czekolady. Nawet bałam się, że może nie wyjdzie, bo jak bez mąki? Ciasto nazywa się „Potrójne musowe ciasto czekoladowe”. Ja nazwałabym je „Czekoladowym afrodyzjakiem”, bo takiej ilości czekolady trudno się oprzeć. Pyszne pewnie o każdej porze roku, ale zimą, kiedy brakuje słońca, taka dawka endorfin w postaci czekolady przyda się każdemu. Składniki na ciasto czekoladowe:
  • 85 g masła
  • 200 g gorzkiej czekolady, posiekanej (dałam 100g)
  • 3/4 łyżeczki kawy rozpuszczalnej
  • 1,5 łyżeczki ekstraktu z wanilii
  • 4 duże jajka, białka i żółtka osobno
  • 1/3 szklanki jasnego brązowego cukru (zastąpiłam go trzcinowym, bo akurat taki miałam)
  • szczypta soli
Miałam tylko jedną gorzką czekoladę i też się udało. Wydaje mi się, że było nawet wystarczająco czekoladowe. Masło, posiekaną drobno czekoladę, kawę roztopiłam w kąpieli wodnej. Później lekko przestudzić. Do masy dodałam żółtka, cukier waniliowy (nie miałam ekstraktu z wanilii), dokładnie wymieszałam. Oddzielnie ubiłam białka ze szczyptą soli, na sztywną masę. Dodałam cukier (powoli). Potem to wszystko wymieszałam delikatnie z musem czekoladowym. Piekłam w tortownicy o średnicy 24 cm Więcej >
jarmark gdańsk 004

Gdańsk

Wczoraj wróciłam bardzo późno z Gdańska. Plan zrealizowałam. Odwiedziłam Jarmark Bożonarodzeniowy. Było pięknie, choć chyba jednak gorzej niż w Warszawie. Pomimo tego, że przestronniej, więcej miejsca na Targu Węglowym, to mało straganów. W dodatku większość z odzieżą, szalikami, czapkami, ale niestety masowej produkcji, w dodatku pewnie chińskiej. Były  chyba ze trzy stoiska z perfumami udającymi znane marki. Ale były też miejsca klimatyczne, pachnące świętami: stragan z góralskimi wyborami, z regionalnymi wędlinami (chyba wileńskimi, nie pamiętam), z owocami w czekoladzie. Dodatkowo, jak to w święta, można było kupić grzane wino, pieczone kasztany. W byłej zbrojowni natomiast znajdowały się stragany z rękodziełem. Dodatkowo można było tutaj obejrzeć wystawę choinek z różnych tworzyw: ze styropianowych sześcianów, z tektury,  z kartonu, ze światełek, nakrętek itp. Dla dzieci przygotowano bajkowe zakątki. Pomysł ciekawy. Ciepło, bardzo przytulnie i świątecznie, można było posiedzieć i wypić kawkę. Pojechałam na jarmark z nastawieniem, że kupię w końcu jakieś świąteczne ozdoby. Oczywiście nic nie kupiłam, bo nie mogłam się zdecydować i w zasadzie nic nie powaliło mnie na kolana. Problem tylko w tym, że ja nie wiem, czego szukam. Mam taki problem ze sobą. Odwiedziłam Neptuna. Postawiono obok niego olbrzymią choinkę i drewnianą szopkę. Cudnie to wygląda na tle gdańskich Więcej >