Wyzwolona kura domowa

Wczoraj upiekłam karpatkę (na zdjęciu jeszcze bez kremu). Wyrosła nie za pięknie, ale i tak cieszy oko i podniebienie. Mam nadzieję, że na weekend moim łasuchom wystarczy. W razie co mam jeszcze zamrożone ciasto na rurki, więc będę mogła uzupełnić brak słodkości. Tak jak obiecałam, przeczytałam „Zachcianki” – zbiór dziesięciu „zmysłowych” opowiadań wybitnych polskich pisarzy takich jak Chutnik, Gretkowska, Twardoch, Dukaj itd. Pamiętacie, pisałam, że sprawdzę, co znaczy „wyzwolona seksualnie kura domowa”. Nawet zastanawiałam się przed przeczytaniem, czy czasem nie byłam wyzwolona  przed zostaniem kurą domową. Że mnie podkusiło snuć takie durne refleksje! Przeczytałam i cieszę się, że kupiłam e-booka, więc w mojej biblioteczce nie będą straszyć żadne „Zachcianki”, bo mam chyba jakąś traumę po ich przeczytaniu. Mam nadzieję, że zdążę z tym wpisem zanim ktokolwiek z was wyda swoje ciężko zarobione pieniądze na ten zbiór opowiadań. Do dziś nie mogę ochłonąć. Fałdy mózgowe tak mi się poplątały, że przez tydzień ich nie rozsupłam. Pierwsze opowiadanie Chutnik podobało mi się bardzo. I to by było na tyle. Piękny język, pięknie opisana scena. Naprawdę byłam zaskoczona bardzo pozytywnie. I może dla tego jednego opowiadania warto było wydać kasę. Rozochociłam się do czytania dalej. Drugie opowiadanie śmieszne, aż policzki mnie bolały, ale Więcej >
ciasto 004

Po tatusia

Dzisiaj będzie bardzo krótko, bo znów muszę wyruszyć w trasę. Tym razem samochodem. Jedziemy do Szczecina odebrać tatę ze szpitala. Krótko leżał, na szczęście. I tak a propos interesu z papierem – nie udał się, w szpitalnych toaletach go nie brakowało, więc tatuś wraca z całym zapasem do domu. Mamy dziś ponad 300 km do przejechania w jedną stronę, a jeszcze trzeba będzie wieczorem wracać. Ale cieszę się, że tata idzie dziś do domu. Co prawda jeszcze z cewnikiem, ale nie ma jak to w domu. W szpitalu potrzebne wolne łóżko, następni pacjenci czekają w kolejce. Wiadomo, jak jest w polskiej służbie zdrowia. Ale dziś na nikogo nie narzekam. Tatusia mi ładnie „podziurawili” i poskładali w całość, więc się cieszę. Nie wiem, czy będzie miał jakąś dietę, ale upiekłam mu coś słodkiego, bo to łasuch nad łasuchy, chociaż chudziutki, taki niewypasiony. Znów zaszalałam z rurkami, bo taka pozytywna energia mnie rozpierała. Zrobiłam więcej, bo moje jajo i mój kochany mężuś też nie pogardzą małym co nieco. Teraz zrobiłam część z kremem toffi jak poprzednio, a część z kawowym. Kupiłam w puszce masę kajmakową o smaku kawy. Nie wiem, jak wyszło, ale mam nadzieję, że będzie moim łasuchom smakować. Mama przez Więcej >
pociąg 016

Podróże kształcą

Ten tydzień spędziłam w pociągach. Różne kombinacje przerobiłam – osobowe, pośpieszne, z rezerwacją, przesiadki…, strajki… To, że w osobowym zamarznięte były szyby, to już chyba nie dziwi. Niedawno przecież świat obiegło zdjęcie polskiego kibelka całego w lodzie.  Moim podróżom towarzyszyły dość traumatyczne przeżycia. Nie znam żadnego horroru, którego akcja toczyłaby się w pociągu (w ogóle znam mało horrorów). A można by było. Poczułam ten nastrój. Noc, cały wagon pusty, nigdzie żywego ducha i jeszcze strach przed tym, że może drzwi zamarzły i nie uda mi się wysiąść. Chyba trzy razy zdarzyło mi się w tym tygodniu jechać samotnie. Modliłam się już prawie o to, żeby ktoś w końcu przysiadł koło mnie. Wiadomo, ciekawi ludzie, ciekawe wpisy na blog. A tu pusto. Miałam ze sobą aparat, więc z nudów postanowiłam skolekcjonować fotografie kolejowej designerskiej tapicerki. Prezentuję ją na zdjęciach. Bóg mnie wysłuchał (od tej pory głęboko zastanowię się nad tym, o co go poproszę). Wsiadła para młodych ludzi. Ona – Polka, on – chyba Anglik. Ona od razu buch mu na kolanka. On rączką w te i we wte. Ja w okno, że niby nie widzę. Potem w książkę i czytam zawzięcie. A oni: dwa słowa i cmokanie, jedno słowo i Więcej >