Opóźnienie

Dziś wpis będzie później. Najprawdopodobniej wieczorem. Mam dużo pracy. Dodatkowo cyklinowanie podłóg. Ciężko myśleć w takim hałasie.

Moje miasto

Dziś bardzo późno robię wpis. Jestem zmęczona po podróży, ale nie mogłam się powstrzymać. Wróciłam przed chwilą z mojego rodzinnego miasta. Spędziłam w nim całe swoje życie. Mieszkając tam, marzyłam o przeprowadzce, która w końcu się ziściła. Podoba mi się w nowym miejscu, ale sentyment do „starego” pozostał i wracam do niego z ogromnym sentymentem. W zasadzie dopiero teraz dostrzegam, w jakim pięknym mieście mieszkałam. Aż chce się krzyknąć słowami poety: Miasto moje kochane, Ty jesteś jak zdrowie. Ile Cię trzeba cenić Ten tylko się dowie, kto Cię stracił… No, ale żeby nie było marudzenia. To, w którym obecnie mieszkam, też jest ładne. Bardzo specyficzne. Tutaj życie toczy się wolniej. Nikt nigdzie się nie spieszy. Często wokół siebie słyszę zdania: „To się da” albo „Poradzimy, spokojnie”. Obserwuję tak autochtonów i staram się poznać ich obyczaje. Studiuję słownik gwary tutejszego regionu z wielkim zainteresowaniem. Mówi się, że serce człowieka jest tam, gdzie jego ukochana osoba. Dlatego moje musiało migrować za miłością. I dobrze mu tutaj. Jest ciepełko. Ale i tak z sentymentem będę wracać do miejsca mojego dzieciństwa i wczesnej młodości. Już wymazałam z pamięci te złe chwile, które mnie tam spotkały, zostały same dobre, takie „sielskie, anielskie”. Teraz z mężem przekomarzamy się, Więcej >
czekol 004

Niedzielny obiad

Udało nam się na niedzielę przygotować wyśmienity obiad. Mąż zrobił pstrąga. Upiekł go w piekarniku z warzywami, zawiniętego w folię aluminiową. Mięsko było bardzo delikatne i lekkie. Ja zrobiłam coś cięższego – schabik. Schab w plasterkach lekko rozbiłam, opruszyłam solą i pieprzem i podsmażyłam, w zasadzie to się poddusiło na patelni. Potem, kiedy mięso ostygło, ułożyłam na nim po plasterku żółtego sera, ananasa z puszki. W środek ananasa włożyłam trochę żurawiny. Ją też przyrządziłam sama. Kupiłam świeżą na targu i podsmażyłam z odrobiną cukru. Podlałam też trochę wodą, żeby nie była za sucha. Tak ułożone mięsko z serem, ananasem i żurawiną wstawiłam do piekarnika. Zapiekałam około 20 minut. Ładnie wyglądało i było smaczne. Smak mięsa i sera został złamany słodyczą ananasa i żurawiny. Gorąco polecam. W internecie widziałam, że niektórzy robią tradycyjne kotlety schabowe w panierce i dopiero wtedy zapiekają z serem i owocami. Ja zrobiłam bez panierki. Podpowiedziała mi ten sposób moja koleżanka Zosia. Jadłam kiedyś u niej coś takiego i mnie zachwyciło, bo cieszyło oko i podniebienie. Myślę, że to świetna alternatywa dla tradycyjnego schabowego. Na deser zrobiłam czekoladę. Mąż był pomysłodawcą. Rozpuściłam 4 czekolady (kupiłam takie lepsze, nie najtańsze), 2 gorzkie i 2 mleczne ze śmietaną kremówką Więcej >
biało-czerwone 009

Pyszności biało-czerwone

Mam dziś straszne zakwasy po wczorajszej pracy. Przywieziono nam wczoraj wykładziny, które już miesiąc temu zamówiliśmy przez internet. „Paczka” ważyła około 50 kilogramów – trzy wykładziny. Chcieliśmy zaoszczędzić. W sklepie kosztowały dwa razy więcej, więc warto było poczekać. Żeby je położyć, trzeba było wynieść meble i książki. Nadźwigaliśmy się, ale daliśmy radę. Teraz jest przytulniej. W sypialni jest najładniejsza, z dłuższym „włosem”, szara, pasująca do kolorów dominujących w tym pokoju. Nie chcieliśmy cyklinować podłóg, okazało się, że wykładziny zamówione przez internet są tańsze niż cyklinowanie z lakierowaniem o jakieś 10 zł na metrze kwadratowym. Wycyklinujemy tylko jeden pokój, tzw. salon, w którym spędzamy najwięcej czasu. Dzisiaj przełożyłam bezę, o której wcześniej pisałam. Jest biało-czerwona. Zmieniłam plan. Najpierw miałam zamiar przełożyć ją kremem czekoladowym, ostatecznie zdecydowałam się jednak na czerwony krem, lekko kwaskowy, żeby złamać słodycz bezy. Trochę poeksperymentowałam. Poczytałam w internecie. Zaparzyłam kwiat hibiskusa, bo jest intensywnie czerwony i kwaśny. Miałam wodę różaną. Kupiłam ją kiedyś z zamiarem upieczenia muffinek różanych, jednak do tej pory mi się nie udało. Jakoś mi do nich nie po drodze. Na pewno to kiedyś zrobię. Krem zrobiłam z serka mascarpone i śmietany kremówki (30%). Dodałam cukier do smaku, wywar z hibiskusa i 2 łyżki Więcej >

Liebster blog

JoAnn nominowała mnie do Liebster blog. Za nominację oczywiście dziękuję, chociaż mam takie nieodparte wrażenie, że to bardzo unowocześniona forma starego jak świat „łańcuszka szczęścia”. No, ale niech będzie. Z tego względu, że jestem bardzo świeżutką blogerką, przyłączam się do zabawy. Jednak nikogo nie nominuję, bo po prostu nie wiem kogo. Zasady: ,,Nominacja do Liebster Award jest otrzymywana od innego blogera w ramach uznania za „dobrze wykonaną robotę”. Jest przyznawana dla blogów o mniejszej liczbie obserwatorów, więc daje możliwość ich rozpowszechnienia. Po odebraniu nagrody należy odpowiedzieć na 11 pytań otrzymanych od osoby, która Cię nominowała. Następnie Ty nominujesz 11 osób (informujesz ich o tym) oraz zadajesz im 11 pytań. Nie wolno nominować bloga, który Cię nominował.”?

A oto pytania, które zdała mi JoAnn oraz moje odpowiedzi: 1. Co robisz w deszczowe popołudnie? Nie zabrzmi to oryginalnie, bo w deszczowe popołudnie, jak już zjemy z rodzinką obiad, pogadamy, trochę popatrzymy w telewizor, to najczęściej czytam. 2. Jaki kolor dominuje w Twojej sypialni? W mojej sypialni w zasadzie są dwa kolory: szary i fioletowy. Wyszło tak zupełnie przez przypadek, ale lubimy z mężem nasz pokoik. 3. Jaki jest Twój ulubiony deser, który sama potrafisz przyrządzić? Nie mam ulubionych deserów, ale chętnie robię tartę Więcej >

Biało-czerwony

Siedzę w kuchni (tam gdzie miejsce każdej kury domowej), pichcę sobie obiadek i słucham radia. Akurat audycja na temat Święta Niepodległości. W zasadzie dyskusja ograniczona do marszów, które mają przejść przez Warszawę. Jedni są za, drudzy przeciw. Wspominają zeszłoroczne burdy, a przedstawiciele maszerujących zapewniają, że w tym roku będzie grzecznie, że w zeszłym roku byłoby doskonale, gdyby nie prowokacja policji i TVN. No, tak policja pewnie prowokuje swoim wyglądem. Uzbroją się po zęby i patrzą złowrogo, komu tu przyłożyć. Właśnie zastanawiam się, do czego zmierza ta audycja. Za czy przeciw marszowi? Już rozumiem, pan redaktor wyjaśnił: czy będą burdy w tym roku podczas marszu czy nie? Można byłoby obstawiać. Może bukmacherzy już przyjmują zakłady? Słuchacze doszli do wniosku, że nie da się ich uniknąć. Normalnie genialna dyskusja. Bardzo pouczająca. Przejdą przez Warszawę jakieś kolorowe grupy ludzi, którzy, jak mówią, chcą odzyskać Polskę. Tak sobie myślę, słuchając radia, gdzie ja mieszkam. Co to za kraj? Kto chce odzyskać Polskę i z czyich rąk? Ja żyłam do tej pory chyba w nieświadomości, byłam pewna, że w końcu mieszkam w wolnym kraju. Rozumiem też, że tradycja tego święta związana jest z poważną przeszłością Polski. Ale dlaczego my – Polacy musimy obchodzić je z Więcej >
ciacho 002

Zmiana planów

Zmieniłam plany. Bezy ususzyły się świetnie, ale schowam je na później. W niedzielę przychodzą do nas ciotki mojego męża. Będzie małe co nieco do kawy. Zrobiłam dzisiaj jeszcze tzw. placek włoski z jabłkami i bakaliami. Nie jest to może jakieś wykwintne ciacho, w dodatku coś nie chciało mi sie upiec, kilka razy wkładałam je z powrotem do piekarnika, żeby się podpiekło. W przepisie było napisane, że wystarczy 40 minut w 150 stopniach. Stanowczo za krótko, ponadto temperatura za niska. No, ale w końcu jakoś się udało. Może być. Będzie do przegryzienia do kawki, bo jak już wcześniej pisałam, mój chudy mąż lubi słodkości.

Zielono :)

Z fitnessu dzisiaj nic nie wyszło, zajęcia odwołano, ponieważ razem ze mną były dwie osoby wyrażające gotowość do wyciskania z siebie siódmych potów. Wróciłam do domu wściekła. Ani się dzisiaj nie wyspałam, bo trzeba było wcześnie wstać, by zdążyć na fitness, ani też poćwiczyłam. Z tej wściekłości chwyciłam za mój lekko zakurzony stoperek i poćwiczyłam sama, przy telewizorze. Spaliłam 300 kalorii! Potem zjadłam bardzo lekkie śniadanko, żeby nie uzupełnić braków. Dwie kanapeczki z pełnoziarnistego chleba krojonego w naszej piekarni tak cieniutko, że świat przez niego widać, do tego zielony ogórek i kiełki rzodkiewki. Do popicia świeżo wyciśnięty soczek. Też zielony, bo do wyciskarki włożyłam kiwi i dało się trochę soku z nich wycisnąć (ku mojemu zadowoleniu), do tego żółty grejpfrut. Wściekłość przeszła. Teraz mogę się wziąć za jakąś pracę. Muszę przesadzić wrzosy z doniczek do ziemi, żeby nie zmarzły, powynosić pelargonie i lawendę do piwnicy, by mogły sobie spokojnie przezimować. Zrobiłam też dwa placki bezy. Miałam pięć białek w lodówce, nie chciałam, żeby się zmarnowały. Jutro to przełożę kremem czekoladowym i wiśniami z kompotu.  Do ubitych na sztywno białek dodałam szklankę cukru i łyżkę mąki ziemniaczanej. Dodałam też troszkę cukru waniliowego do smaku. Zrobiłam z masy dwa placki tej samej Więcej >

Moja duma

Dzisiaj sprzątanie: pranie, odkurzanie i prasowanie. Trochę nudno. Wytarłam kurze z moich ukochanych książek, trochę to zajęło czasu. Na zdjęciach prezentuję moją dumę: książki. Wszystkich się nie dało pokazać, ale i tak wyglądają imponująco. Część jeszcze w pokoju córki. Tam są jej ulubione, których do wspólnej biblioteczki nie chciała oddać. I ja to rozumiem, bo mnie tez trudno rozstać się z książkami. Niektórzy czytają, przekazują dalej, a ja nie umiem. Nawet jak wiem, że nigdy już do danej książki nie zajrzę, to i tak ciężko mi się z nią rozstać. Może to jakaś choroba? Od jakiegoś czasu używam czytnika do książek. Nie muszę ich wtedy ustawiać na półkach, zajmują niewiele miejsca w pamięci urządzenia. Niektórzy twierdzą, że niby ono nie ma duszy, jaką mają książki, ale jest niesamowicie wygodny, szczególnie w podróży. Lekki przede wszystkim. Mieści się w damskiej torebce. W dodatku mogę mieć przy sobie zawsze kilka lub kilkadziesiąt książek. Co prawda e-booki nie są tak tanie, jak można byłoby się spodziewać, przecież nie zużywają papieru. Ostatnio jednak dowiedziałam się, że na e-booki naliczany jest większy VAT, z tego, co pamiętam, to chyba 23%, a na książki papierowe chyba 5%, więc jest duża różnica. Zapisałam się na jutro na Więcej >
drzwi 001

Malowanie

Deszcz siąpi za oknem. Znów szaro i buro, nie ma słońca. Nie mam też ochoty na spacer, choć pewnie wyjść z domu będę musiała. Wczoraj wieczorem zabrakło mi lakieru do drewna. Szlifowałam i malowałam drzwi. Były brzydkie, stare i odrapane. Mamy zamiar je wymienić, ale to będzie spora inwestycja, więc na razie muszą czekać na swoją kolej. Żeby nie straszyły, oszlifowałam je i polakierowałam bejcą w kolorze rustykalnego dębu. Wyglądają dużo lepiej. Na zdjęciu po lewej widać, jak wyglądały przed odnową, a po prawej po przemianie. Rozprawiłam się w ten sposób z trojgiem drzwi. Jestem z siebie dumna! Pomalowałam przy okazji szafkę do przedpokoju. Wcześniej był to nocny stolik u córki w pokoju. Miał nieciekawy kolor. To była polakierowana sosna, która z czasem nabrała niezbyt ładnego żółtawego koloru. Przestała też pasować do wystroju. Pomalowałam tę szafkę tak, by odcieniem pasowała do szafy na buty. Mebel, który był wcześniej szafką nocną, teraz służy jako schowek na szczotki i pasty do butów, ma wygodną wysokość, bo można na nim usiąść i nałożyć buty, nie trzeba się zbyt mocno gimnastykować. Muszę dziś dokupić lakieru do drzwi, zostały jeszcze jedne i futryny do sypialni i gabinetu. Mam jeszcze w planie pomalować drzwi na strych. Więcej >