Maliny

Jak wróciłam z uczelni czekała na mnie niezwykła niespodzianka. Kolejne zwłoki. Mój eunuchowaty kocur upolował pierwszego w swoim życiu ptaszka. Ofiarą była sikorka. Mąż opowiadał, że trudno mu było zabrać ptaszka. Kot bawił się tak długo, aż ptaszek się zepsuł. I taki zepsuty leżał sobie na tarasie i czekał na mnie. Tatuś byłby ze mnie dumny. Wykopałam dziś dołek pod maliny (3m na 0,50m). Obłożyłam zgodnie z instrukcją tatusia z jednej strony deską, co by maliny powstrzymać przed ewentualną inwazją na ogródek. Z drugiej strony jest murek betonowy i płot. W zasadzie mąż się zadeklarował, że przekopie, bo u nas krzaczorów, perzu i różnych pędów od groma i trochę. Jednak unoszący się w powietrzu (już na szczęście) lekki smród lakieru wygonił mnie z domu. Zamiast siedzieć bezczynnie poszłam sobie pokopać w ramach gimnastyki. I tak mi się spodobało, że przekopałam więcej niż planowałam. Taki ruch na świeżym powietrzu dobrze mi zrobił. Kiedy mąż wrócił z pracy, wsypaliśmy odpowiedniej ziemi, lekko odkwaszonej i posadziliśmy trzy krzaczki malin, a między nie fiołki, które też przywiozłam od tatusia, jakby inaczej. Kwiaty fiołków będą wykorzystane w przyszłości do bezy. To jadalna odmiana. Ładnie się prezentują i dają świetny aromat. Tutaj mama udzieliła mi odpowiedniej Więcej >
podłoga 005

Na mózg mi się rzuciło

Żyję! Ale co to za życie! Już z samego ranka dzwonek do drzwi i panowie przyszli dopucować podłogę. Ledwo ściągnęłam się z łóżka. Przed siódmą to nieludzkie. Teraz znów siedzę w oparach lekierowego smrodku. Czekam aż skończą, żeby wyjść z domu. Wywietrzyć płuca. Tak siedzę i myślę, choć nie wiem, czy w tych oparach jest to możliwe. A może dlatego to robię, że właśnie na mózg mi się rzuciło, a ten pobudzony do działania, pracuje na większych obrotach. Kto wie. Siedzę i stukam w klawiaturę, a tuż za rogiem czają się panowie w maseczkach. Tak siedzę i myślę. Podsumowuję i stwierdzam, że życie tak zwanej kury domowej nie jest proste. Ci, którzy mówią, że ogólnie ptaki mają mały rozumek, nie wiedzą chyba do jakich rzeczy jest zdolne takie ptactwo domowe. Kiedyś też wydawało mi się, że w domu to nuda, nic się nie dzieje. Czasami człowiek polata na szmacie i tyle. Nic bardziej mylnego. Tutaj trzeba być gotowym na wszystko, mieć szeroki wachlarz umiejętności, bogatą wyobraźnię. Dlaczego? Sprawa prosta. To, że trzeba sprzątać, prać, prasować, gotować i piec, to oczywiste. Ale jeszcze do tego dochodzą małe remonty, w zasadzie prace wykończeniowe. Malowanie drzwi i ścian, odnawianie szafek, wbijanie gwoździ, szycie Więcej >
drzwi 007

Lakierowanie

Dziś najpierw hałas z powodu cyklinowania, a potem smrodek lakieru. Nie wiem, czy opary nie rzucają mi się na mózg i czy to, co napiszę będzie logiczne i po polsku. Pan cyklinował, a ja w tym czasie oszlifowałam drzwi u córki w pokoju. Chciała, żeby były w kolorze podłogi. Drzwi były stare, sosnowe. Pomalowałam je białą bejcą. Wymyśliła sobie, żeby były rustykalne, z zaznaczonymi słojami, ale żeby było widać drewno. Proponowałam po prostu białą farbę, ale nie byłoby odpowiedniego efektu. I tak nie wiem, co powie, kiedy wróci ze szkoły. Mam nadzieję, że to jest to, o co jej chodziło. Na zdjęciu przedstawiam drzwi przed i po bejcowaniu. W kuchni niewiele się zrealizowałam. Odgrzałam zupę rybną, którą wcześniej przyrządził mój mąż. Nie wiem, jak ją robił. Nie chcę wiedzieć, to jego specjalność i niech tak zostanie. Dziś u córki nocuje koleżanka. Nie wiem, czy jada taką zupę, bo moje dziecko nie, więc zrobiłam dla nich kluski śląskie. Deser też będzie skromny. Jogurt ze zmiksowanymi truskawkami. Upiekę im też francuskie fornetki z jagodami. Mam gotowe w zamrażarce. Wystarczy je upiec. Jak widać dziś po najmniejszej linii oporu. Stwierdzam, że chyba opary już mi rzuciły się na mózg, bo przez chwilę zastanawiałam się Więcej >

Opóźnienie

Dziś wpis będzie później. Najprawdopodobniej wieczorem. Mam dużo pracy. Dodatkowo cyklinowanie podłóg. Ciężko myśleć w takim hałasie.

Moje miasto

Dziś bardzo późno robię wpis. Jestem zmęczona po podróży, ale nie mogłam się powstrzymać. Wróciłam przed chwilą z mojego rodzinnego miasta. Spędziłam w nim całe swoje życie. Mieszkając tam, marzyłam o przeprowadzce, która w końcu się ziściła. Podoba mi się w nowym miejscu, ale sentyment do „starego” pozostał i wracam do niego z ogromnym sentymentem. W zasadzie dopiero teraz dostrzegam, w jakim pięknym mieście mieszkałam. Aż chce się krzyknąć słowami poety: Miasto moje kochane, Ty jesteś jak zdrowie. Ile Cię trzeba cenić Ten tylko się dowie, kto Cię stracił… No, ale żeby nie było marudzenia. To, w którym obecnie mieszkam, też jest ładne. Bardzo specyficzne. Tutaj życie toczy się wolniej. Nikt nigdzie się nie spieszy. Często wokół siebie słyszę zdania: „To się da” albo „Poradzimy, spokojnie”. Obserwuję tak autochtonów i staram się poznać ich obyczaje. Studiuję słownik gwary tutejszego regionu z wielkim zainteresowaniem. Mówi się, że serce człowieka jest tam, gdzie jego ukochana osoba. Dlatego moje musiało migrować za miłością. I dobrze mu tutaj. Jest ciepełko. Ale i tak z sentymentem będę wracać do miejsca mojego dzieciństwa i wczesnej młodości. Już wymazałam z pamięci te złe chwile, które mnie tam spotkały, zostały same dobre, takie „sielskie, anielskie”. Teraz z mężem przekomarzamy się, Więcej >
czekol 004

Niedzielny obiad

Udało nam się na niedzielę przygotować wyśmienity obiad. Mąż zrobił pstrąga. Upiekł go w piekarniku z warzywami, zawiniętego w folię aluminiową. Mięsko było bardzo delikatne i lekkie. Ja zrobiłam coś cięższego – schabik. Schab w plasterkach lekko rozbiłam, opruszyłam solą i pieprzem i podsmażyłam, w zasadzie to się poddusiło na patelni. Potem, kiedy mięso ostygło, ułożyłam na nim po plasterku żółtego sera, ananasa z puszki. W środek ananasa włożyłam trochę żurawiny. Ją też przyrządziłam sama. Kupiłam świeżą na targu i podsmażyłam z odrobiną cukru. Podlałam też trochę wodą, żeby nie była za sucha. Tak ułożone mięsko z serem, ananasem i żurawiną wstawiłam do piekarnika. Zapiekałam około 20 minut. Ładnie wyglądało i było smaczne. Smak mięsa i sera został złamany słodyczą ananasa i żurawiny. Gorąco polecam. W internecie widziałam, że niektórzy robią tradycyjne kotlety schabowe w panierce i dopiero wtedy zapiekają z serem i owocami. Ja zrobiłam bez panierki. Podpowiedziała mi ten sposób moja koleżanka Zosia. Jadłam kiedyś u niej coś takiego i mnie zachwyciło, bo cieszyło oko i podniebienie. Myślę, że to świetna alternatywa dla tradycyjnego schabowego. Na deser zrobiłam czekoladę. Mąż był pomysłodawcą. Rozpuściłam 4 czekolady (kupiłam takie lepsze, nie najtańsze), 2 gorzkie i 2 mleczne ze śmietaną kremówką Więcej >
biało-czerwone 009

Pyszności biało-czerwone

Mam dziś straszne zakwasy po wczorajszej pracy. Przywieziono nam wczoraj wykładziny, które już miesiąc temu zamówiliśmy przez internet. „Paczka” ważyła około 50 kilogramów – trzy wykładziny. Chcieliśmy zaoszczędzić. W sklepie kosztowały dwa razy więcej, więc warto było poczekać. Żeby je położyć, trzeba było wynieść meble i książki. Nadźwigaliśmy się, ale daliśmy radę. Teraz jest przytulniej. W sypialni jest najładniejsza, z dłuższym „włosem”, szara, pasująca do kolorów dominujących w tym pokoju. Nie chcieliśmy cyklinować podłóg, okazało się, że wykładziny zamówione przez internet są tańsze niż cyklinowanie z lakierowaniem o jakieś 10 zł na metrze kwadratowym. Wycyklinujemy tylko jeden pokój, tzw. salon, w którym spędzamy najwięcej czasu. Dzisiaj przełożyłam bezę, o której wcześniej pisałam. Jest biało-czerwona. Zmieniłam plan. Najpierw miałam zamiar przełożyć ją kremem czekoladowym, ostatecznie zdecydowałam się jednak na czerwony krem, lekko kwaskowy, żeby złamać słodycz bezy. Trochę poeksperymentowałam. Poczytałam w internecie. Zaparzyłam kwiat hibiskusa, bo jest intensywnie czerwony i kwaśny. Miałam wodę różaną. Kupiłam ją kiedyś z zamiarem upieczenia muffinek różanych, jednak do tej pory mi się nie udało. Jakoś mi do nich nie po drodze. Na pewno to kiedyś zrobię. Krem zrobiłam z serka mascarpone i śmietany kremówki (30%). Dodałam cukier do smaku, wywar z hibiskusa i 2 łyżki Więcej >

Liebster blog

JoAnn nominowała mnie do Liebster blog. Za nominację oczywiście dziękuję, chociaż mam takie nieodparte wrażenie, że to bardzo unowocześniona forma starego jak świat „łańcuszka szczęścia”. No, ale niech będzie. Z tego względu, że jestem bardzo świeżutką blogerką, przyłączam się do zabawy. Jednak nikogo nie nominuję, bo po prostu nie wiem kogo. Zasady: ,,Nominacja do Liebster Award jest otrzymywana od innego blogera w ramach uznania za „dobrze wykonaną robotę”. Jest przyznawana dla blogów o mniejszej liczbie obserwatorów, więc daje możliwość ich rozpowszechnienia. Po odebraniu nagrody należy odpowiedzieć na 11 pytań otrzymanych od osoby, która Cię nominowała. Następnie Ty nominujesz 11 osób (informujesz ich o tym) oraz zadajesz im 11 pytań. Nie wolno nominować bloga, który Cię nominował.”?

A oto pytania, które zdała mi JoAnn oraz moje odpowiedzi: 1. Co robisz w deszczowe popołudnie? Nie zabrzmi to oryginalnie, bo w deszczowe popołudnie, jak już zjemy z rodzinką obiad, pogadamy, trochę popatrzymy w telewizor, to najczęściej czytam. 2. Jaki kolor dominuje w Twojej sypialni? W mojej sypialni w zasadzie są dwa kolory: szary i fioletowy. Wyszło tak zupełnie przez przypadek, ale lubimy z mężem nasz pokoik. 3. Jaki jest Twój ulubiony deser, który sama potrafisz przyrządzić? Nie mam ulubionych deserów, ale chętnie robię tartę Więcej >

Biało-czerwony

Siedzę w kuchni (tam gdzie miejsce każdej kury domowej), pichcę sobie obiadek i słucham radia. Akurat audycja na temat Święta Niepodległości. W zasadzie dyskusja ograniczona do marszów, które mają przejść przez Warszawę. Jedni są za, drudzy przeciw. Wspominają zeszłoroczne burdy, a przedstawiciele maszerujących zapewniają, że w tym roku będzie grzecznie, że w zeszłym roku byłoby doskonale, gdyby nie prowokacja policji i TVN. No, tak policja pewnie prowokuje swoim wyglądem. Uzbroją się po zęby i patrzą złowrogo, komu tu przyłożyć. Właśnie zastanawiam się, do czego zmierza ta audycja. Za czy przeciw marszowi? Już rozumiem, pan redaktor wyjaśnił: czy będą burdy w tym roku podczas marszu czy nie? Można byłoby obstawiać. Może bukmacherzy już przyjmują zakłady? Słuchacze doszli do wniosku, że nie da się ich uniknąć. Normalnie genialna dyskusja. Bardzo pouczająca. Przejdą przez Warszawę jakieś kolorowe grupy ludzi, którzy, jak mówią, chcą odzyskać Polskę. Tak sobie myślę, słuchając radia, gdzie ja mieszkam. Co to za kraj? Kto chce odzyskać Polskę i z czyich rąk? Ja żyłam do tej pory chyba w nieświadomości, byłam pewna, że w końcu mieszkam w wolnym kraju. Rozumiem też, że tradycja tego święta związana jest z poważną przeszłością Polski. Ale dlaczego my – Polacy musimy obchodzić je z Więcej >
ciacho 002

Zmiana planów

Zmieniłam plany. Bezy ususzyły się świetnie, ale schowam je na później. W niedzielę przychodzą do nas ciotki mojego męża. Będzie małe co nieco do kawy. Zrobiłam dzisiaj jeszcze tzw. placek włoski z jabłkami i bakaliami. Nie jest to może jakieś wykwintne ciacho, w dodatku coś nie chciało mi sie upiec, kilka razy wkładałam je z powrotem do piekarnika, żeby się podpiekło. W przepisie było napisane, że wystarczy 40 minut w 150 stopniach. Stanowczo za krótko, ponadto temperatura za niska. No, ale w końcu jakoś się udało. Może być. Będzie do przegryzienia do kawki, bo jak już wcześniej pisałam, mój chudy mąż lubi słodkości.