paszteciki

Pracowicie i „smakowicie” :)

Jeden dzień na głodówce wytrzymałam i stwierdzam, że nie było źle. Przez cały dzień same płyny: woda, zielona herbata, mięta, sok jabłkowy i kubek czerwonego barszczu. Dało się. Czułam się bardzo dobrze, jakby jakaś dodatkowa energia we mnie wstąpiła. Być może wynikało to z tego, że szukałam sobie zajęć, żeby nie myśleć o jedzeniu. I tak, co ja wczoraj robiłam? Najpierw podsypałam borówkę amerykańską korą. Tata wsadził mi trzy krzaczki. Mam nadzieję, że uda mi się o nie należycie zadbać. Reszta ogrodu to pożal się boże widok. Wszędzie jakieś krzaki i chwasty. Ogrodem zajmę się jednak na wiosnę. Potem przyjechali panowie od kanalizacji. Mieliśmy jakąś niedrożną rurę, więc przepychali. Oczywiście zalali kawałek piwnicy jakimś smrodkiem. Zabawni goście. Jeden z nich bardziej był zainteresowany kontenerem na śmieci sąsiadów niż robotą. Nawet jakiś materacyk sobie wygrzebał. A niech tam mu będzie, ważne, że naprawili. Oczywiście zadeptali mi całą podłogę w przedpokoju i w kuchni, więc miałam dodatkową pracę. Potem obiad. To była najgorsza część dnia,  bo nic nie próbowałam. I tak, jak obiecałam mojej córce, były paszteciki z farszem pieczarkowo-serowym. Ciasto do nich robię zwykłe drożdżowe, ot tak na oko: mąka + drożdże (wcześniej rozrobione w mleku z odrobiną mąki) + jajko Więcej >

Dieta

To siedzenie w domu na pewno nie służy mojej talii. Gdzieś ją po drodze zostawania kurą domową zagubiłam. 5 kg do przodu na pysznych obiadkach i ciachach. Masakra! A mój mąż co dzień po obiadku musi mieć ciacho i w ogóle mu w brzucho nie idzie. Jaka na tym świecie sprawiedliwość? Kiedy ma wolne, to po śniadanku kawka i ciacho, po obiedzie powtórka z rozrywki i wieczorem po kolacji jeszcze jeden kawałeczek ciasta. Dodatkowo landrynki i lizaki, ciągle coś dziamdzia, a długi i chudy jakby ciągle miał 20 lat. A ja? Przy nim te ciacha, które mu wypiekam, pałaszuję. Niby mniejsze kawałeczki i nigdy po kolacji, a cholerstwo w biodra lezie jak szalone. Uzbierało się tego już 5 kg dodatkowo. Dzisiaj postanowiłam wydać po raz chyba setny walkę tym kilogramom. Ciekawe na jak długo starczy mi motywacji. Diety już chyba wszystkie zostały przeze mnie wypróbowane. Jedne z mniejszym, inne z większym skutkiem. Od dziś postanowiłam inaczej. Robię sobie oczyszczającą głodówkę. Plan jest taki, żeby wytrzymać 7 dni. Dłużej nie mogę, bo mam akurat zjazd na uczelni i muszę mieć trochę siły, co by się do Warszawy dotelepać pociągiem, a potem jakoś wytrzymać na wykładach. Po co jeść po trochu i Więcej >
okno

Różności

Moje okno – kolos chyba w końcu doczeka się jakiegoś odzienia. Dzięki pomocy jednej z zaangażowanych internautek, konsultacjom z mamą mam nareszcie pomysł. Okno jest bardzo duże, piękne samo w sobie. Nie chciałam za bardzo go zasłaniać. Jednak teraz już wiem, co z nim zrobię. Będzie niestety musiało trochę poczekać, ponieważ potrzeba na nie aż 18 m tkaniny. Niestety są inne wydatki. Wczoraj odwiedziłam dentystę i okazało się, że zrobienie zęba z koronką to ok. 1300 zł. Masakra! Ciekawe, jak się mają do tego zarobki przeciętnego Polaka? Wczoraj odwiedziłam też moją teściową. I stwierdzam, że nijak się do niej mają dowcipy o teściowych. Jest fantastyczną, miłą i bardzo ciepłą kobietą. W dodatku mamy o czym rozmawiać. A jeżeli chodzi o teściowe to mam porównanie, bo to już moja druga. Pierwsza mogła zatrudnić się w jakichś służbach bezpieczeństwa, w NIK-u lub w Sanepidzie. Kiedy przychodziła w odwiedziny, zawsze zauważyła gdzieś kurz. Nawet jak wysprzątałam mieszkanie „na cacy”, coś znalazła. A to kurz na ramce w drzwiach do kuchni, a to kurz na lampie… Utrapienie z taką kobietą. W dodatku nigdy nie byłam tak dobra jak jej córki i pewnie nie zasługiwałam na jej ukochanego synka. Rozmawiała ze mną „ą”, „ę” przez Więcej >

Placki

Moja mama zrobiła dzisiaj przepyszne placki. Nie wiem, czy jeszcze ktoś takie robi. To w zasadzie smak z mojego dzieciństwa. Powstały dzisiaj zupełnie przez przypadek, bo okazało się, że ugotowałyśmy na obiad za dużo ziemniaków. Mama przepuściła je przez praskę, dodała mąkę tortową i zagniotła ciasto. Potem rozwałkowywała małe placki, które usmażyłyśmy na oleju. Były przepyszne. Najchętniej jadamy je z cukrem. Nawet moja córka, która jest bardzo wybredna, zjadła kilka ze smakiem. Niby takie nic, bo tylko ziemniaki i mąka, a było naprawdę smaczne.

Jutro rodzice wyjeżdżają, trzeba będzie wrócić do normalnego trybu, czyli pranie, prasowanie i sprzątanie…

sernik czekoladowo-limonkowy

Sernik

Weekend za nami. Trochę chcieliśmy się z mężem odchamić. Korzystając z okazji, że byliśmy w Warszawie, poszliśmy na występ Rafała Rutkowskiego – aktora Teatru Montownia. Trudno ten wieczór zaliczyć do bardzo kulturalnych, bo wulgaryzmy „leciały” ze sceny, czasami zupełnie niepotrzebnie. Ale żeby nie marudzić, bo przecież byliśmy w stolicy, warto coś pozytywnego napisać. Na pewno odbyliśmy bardzo intensywną gimnastykę twarzy. Od śmiechu długo bolały nas policzki. Monolog był naprawdę zabawny i miejscami bardzo odważny. Dla Rafała Rutkowskiego nie było tematów tabu. Śmiał się nawet ze Smoleńska, co w naszym kraju jest raczej ryzykowne.

W Warszawie przypomnieliśmy sobie też stare czasy, bo nocowaliśmy w akademiku. I stwierdziliśmy, że studenci albo wyjechali do domów, albo obyczaje studenckie uległy znacznej zmianie.

Tak wzmocnieni pozytywnie  mogliśmy wrócić do domu.

Dzisiaj bardzo spokojnie. Każdy wrócił do swoich obowiązków. W dodatku przyjechali do nas na kilka dni moi rodzice. Oczywiście wypakowali z samochodu pół ogrodu warzyw, owoców i orzechów. Dodatkowo maliny w słoiczku, przeznaczone do herbaty w razie przeziębienia, sok malinowy, dżemy i konfitury… Piwnica zaopatrzona, jakby szykowała się wojna. Zimę przeżyjemy na prowiancie od rodziców.

Wiadomo, jak goście w domu, to musi być ciacho. Dziś był sernik czekoladowo – limonkowy. Przepis wzięłam z bloga „Moje wypieki”. Nawiasem mówiąc, gorąco Więcej >

Pępowina

Dzisiaj szykuję smakołyki dla mojej córki, która organizuje pidżamaparty, czy jak to nazywano w czasach mojej młodości (tej minionej, pierwszej, nastoletniej, bo teraz po 40 jest druga) – prywatkę. Mam z tym oczywiście „stresa”, bo niby mają u niej nocować tylko dwie koleżanki, ale wiadomo, jak chata wolna… Nie chcę nawet o tym myśleć. Cały czas powtarzam sobie, że przecież mam do niej zaufanie. Mam do niej zaufanie… Nie raz już spały u niej koleżanki i ona spała u nich, ale to były te z poprzedniego miejsca zamieszkania, które przychodziły do naszego domu około dziesięciu lat. „Alice” i „Boguś”, bo takie ponadawały sobie ksywki, były prawie jak członkowie rodziny. Szczególnie „Alice”. Nawet kiedyś była z nami na wakacjach. Sympatyczna, spokojna dziewczyna z pasjami podobnymi do mojej córki. Znałam jej mamę. A teraz? Nowa szkoła – liceum, nowe znajomości. No, niby można zadzwonić do ich rodziców. Ale jaką ja mam pewność, że pod imieniem Magda czy Paula nie kryje się ktoś z zarostem i całkiem męskim imieniem, a ten niby rodzic w słuchawce to starsza kumpelka? Dobra, zaufanie… Wiem, wiem, ciągle to sobie powtarzam. Nie mam powodu do jego braku, nigdy mnie córka nie zawiodła. Ale ja przecież doskonale pamiętam, jak Więcej >

Kasia już to wie… :)

Moja dobra koleżanka – Kasia, która zna mnie od liceum, była bardzo zdziwiona tematyką bloga, który prowadzę. Nie dziwię się jej. Trudno uwierzyć, że osoba, która poza pracą nie widziała świata, ciągnęła po kilka etatów, teraz siedzi w domu i zajmuje się gotowaniem. Ale to, co mnie zaskoczyło w tym, co powiedziała, to to, że ja dopiero dojrzewam do czegoś, co ona dawno odkryła. Dom to oaza. Nie ma nic przyjemniejszego niż gotowanie, sprzątanie dla osób, które się kocha. Prawdziwy dom zawsze pachnie obiadem, ciastem lub świeżym chlebem. Prawdziwy dom to taki, w którym wszyscy domownicy czują się dobrze (niby banał, a o tym nie pamiętałam). Niby poeta pisał, że „dom to nie ściany”, ale ludzie – ci najbliżsi sercu. Jednak dobrze też zadbać o te ściany, by było tak, jak sobie wymarzyliśmy. Kolor ścian, tapet, firanek… (i wcale nie musi być na bogato). Uwielbiam patrzeć, jak mój mąż po powrocie do domu z pracy, przykręca gniazdka, ustawia nową szafkę na płyty i gramofon. „Robi” dom. Dotarło do mnie, że to „bycie kurą domową” otworzyło mi oczy na wiele spraw. Pewnie, praca zawodowa jest ważna i też nie wyobrażam sobie siedzieć cały czas w domu, bo po prostu potrzebny mi Więcej >

deser

Reklama nie kłamie (czasami…)

Reklama nie zawsze kłamie. Tak stwierdziłam, kiedy po raz kolejny moja zmywarka wypluła tabletkę, która nie miała ochoty się rozpuścić. Próbowałam z tymi tabletkami kilka razy i ciągle to samo, nie rozpuszczają się całkowicie. A potem oczywiście jak w reklamie naczynia niedomyte z okropnymi smugami. Kupiłam więc, z bólem oczywiście, te droższe tabletki. Z bólem, bo przecież bezrobotna jestem, a nie chcę przecież, żeby mój mąż spędzał całe dnie na polowaniu. I co? Rozpuściły się, dziady jedne, bez problemu. Żadnych smug, naczynia aż lśnią. I jak tu nie wierzyć tym durnym filmikom reklamowym?

Nie mam jeszcze odpowiedniego doświadczenia z tymi tabletkami, bo jestem dopiero debiutującą posiadaczką zmywarki.

No, ale byłam uparta i postanowiłam wbrew wcześniej wyciągniętym wnioskom, przygotować deser. Nie z paczki, nie ten z reklamy, tylko od początku do końca zrobiony własnymi rękoma. Dzisiaj będzie panna cotta. Przyrządzałam ją po raz pierwszy, bo kiedyś, jak pracowałam, to brałam ten z paczki i po sprawie. Dzisiaj miało być ambitnie. Może w końcu rodzina się zdziwi. Zagotowałam śmietankę 30% pół na pół (po szklance) z mlekiem (podobno powinno być tłuste, ale miałam tylko dwuprocentowe). Płyny w garnku wymieszałam z pół szklanki cukru. Do tego laska prawdziwej wanilii. Też pierwszy raz jej używałam. Nie Więcej >

Na co godzi się kobieta w imię miłości?

Tak jakoś na poważnie chyba dzisiaj będzie. Rzucono mi wyzwanie, by napisać o tym, na co zgadza się kobieta w imię miłości. Pierwsze moje skojarzenia oczywiście były negatywne, bo jakie mają być, kiedy temat w zasadzie je wymusza. Każda z nas zna takie przypadki, kiedy kobieta jest bita, gwałcona, poniżana, zdradzana, nękana na różne możliwe sposoby, a wciąż powtarza, że go kocha… Nie o tym jednak chciałam pisać. To przecież znamy nie tylko z życia, ale z seriali, filmów i książek. Chciałam to pytanie postawione w tytule potraktować trochę prowokacyjnie, żeby nie było jak w kronice kryminalnej. Bo czy tylko na złe rzeczy zgadzamy się z miłości? Ja dla mojego ukochanego mężczyzny zmieniłam całe życie. Wyprowadziłam się z rodzinnego miasta 300 km dalej, zostawiłam pracę, zrezygnowałam z kariery zawodowej, sprzedałam mieszkanie. Zgodziłam się na to, bo kocham, ale to niej jest też tak, że łatwo mi przyszły te decyzje, przecież miałam sporo negatywnych doświadczeń i cały czas byłam przekonana, że mężczyznom nie można ufać. Zainwestowałam swoje uczucia w kogoś (wierzę), kto na to zasługuje i nie zawiedzie mojego zaufania. Zgodziłam się być kurą domową (mam nadzieję, ze jednak chwilowo), piorę, sprzątam, gotuję, piekę i co najdziwniejsze, robię to z przyjemnością.

Co Więcej >

KOSZMAR!!!

Jeden z komentujących mój blog mężczyzn napisał, że to jakiś koszmar jest. Nie wiem za bardzo, co dokładnie miał na myśli, bo jak to mężczyzna, okazał się oszczędny w słowie. Ale ja się z nim całkowicie zgadzam. To naprawdę koszmar, kto nie spróbował, ten nie wie. Wczoraj, jak już zrobiłam te polędwiczki w rozmarynie (zdjęcie zamieszczam niżej – polędwiczki podane z brązowym ryżem i ogórkami kiszonymi – może za pięknie to nie wygląda, ale smakowało wyśmienicie), przecież nie mogłam ot tak sobie usiąść i pooglądać telewizję. A chyba  w wyobrażeniu mężczyzn tak to funkcjonuje. Co robi kobieta cały dzień w domu? Trochę w garach zamiesza, pralka sama wypierze, a odkurzacz odkurzy… A ona siedzi pewnie przed telewizorem, kawkę pije i objada się ciasteczkami. No, może i tak… Ja jednak zupełnie na poważnie traktowałam swoją misję zostania prawdziwą kurą domową, tą odmianą pracowitą, nie tą leżącą na tapczanie, bo ja z tych ambitnych jestem.

Wracając do tematu… To kiedy już zrobiłam obiad, a reszty rodziny wciąż nie było, postanowiłam umyć fugi w kuchennej terakocie. Plan ambitny, nie ma co. Oczywiście wierzyłam, że jak to zrobię, to córka i mąż oszaleją z zachwytu, że tak czysto, pięknie i pachnąco. Z entuzjazmem zabrałam się Więcej >