Na co godzi się kobieta w imię miłości?

Tak jakoś na poważnie chyba dzisiaj będzie. Rzucono mi wyzwanie, by napisać o tym, na co zgadza się kobieta w imię miłości. Pierwsze moje skojarzenia oczywiście były negatywne, bo jakie mają być, kiedy temat w zasadzie je wymusza. Każda z nas zna takie przypadki, kiedy kobieta jest bita, gwałcona, poniżana, zdradzana, nękana na różne możliwe sposoby, a wciąż powtarza, że go kocha… Nie o tym jednak chciałam pisać. To przecież znamy nie tylko z życia, ale z seriali, filmów i książek. Chciałam to pytanie postawione w tytule potraktować trochę prowokacyjnie, żeby nie było jak w kronice kryminalnej. Bo czy tylko na złe rzeczy zgadzamy się z miłości? Ja dla mojego ukochanego mężczyzny zmieniłam całe życie. Wyprowadziłam się z rodzinnego miasta 300 km dalej, zostawiłam pracę, zrezygnowałam z kariery zawodowej, sprzedałam mieszkanie. Zgodziłam się na to, bo kocham, ale to niej jest też tak, że łatwo mi przyszły te decyzje, przecież miałam sporo negatywnych doświadczeń i cały czas byłam przekonana, że mężczyznom nie można ufać. Zainwestowałam swoje uczucia w kogoś (wierzę), kto na to zasługuje i nie zawiedzie mojego zaufania. Zgodziłam się być kurą domową (mam nadzieję, ze jednak chwilowo), piorę, sprzątam, gotuję, piekę i co najdziwniejsze, robię to z przyjemnością.

Co Więcej >

KOSZMAR!!!

Jeden z komentujących mój blog mężczyzn napisał, że to jakiś koszmar jest. Nie wiem za bardzo, co dokładnie miał na myśli, bo jak to mężczyzna, okazał się oszczędny w słowie. Ale ja się z nim całkowicie zgadzam. To naprawdę koszmar, kto nie spróbował, ten nie wie. Wczoraj, jak już zrobiłam te polędwiczki w rozmarynie (zdjęcie zamieszczam niżej – polędwiczki podane z brązowym ryżem i ogórkami kiszonymi – może za pięknie to nie wygląda, ale smakowało wyśmienicie), przecież nie mogłam ot tak sobie usiąść i pooglądać telewizję. A chyba  w wyobrażeniu mężczyzn tak to funkcjonuje. Co robi kobieta cały dzień w domu? Trochę w garach zamiesza, pralka sama wypierze, a odkurzacz odkurzy… A ona siedzi pewnie przed telewizorem, kawkę pije i objada się ciasteczkami. No, może i tak… Ja jednak zupełnie na poważnie traktowałam swoją misję zostania prawdziwą kurą domową, tą odmianą pracowitą, nie tą leżącą na tapczanie, bo ja z tych ambitnych jestem.

Wracając do tematu… To kiedy już zrobiłam obiad, a reszty rodziny wciąż nie było, postanowiłam umyć fugi w kuchennej terakocie. Plan ambitny, nie ma co. Oczywiście wierzyłam, że jak to zrobię, to córka i mąż oszaleją z zachwytu, że tak czysto, pięknie i pachnąco. Z entuzjazmem zabrałam się Więcej >

mój sierściuch

Po weekendzie

Dziękuję wszystkim za komentarze. Dawno się tak nie cieszyłam. Zawsze to jakiś kontakt z „prawie żywym” człowiekiem. To pogadaliśmy sobie… .

W weekend odpoczęłam od porządków domowych. W niedziele obiady gotuje zawsze mój mąż (takie mam szczęście). No, ale sobota i niedziela minęły, czas wrócić do obowiązków domowych. Pewnie to już stało się normą, że poniedziałki zaczynam od prania. Potem jakieś odkurzanie. W zasadzie nie mam ochoty dziś pisać o pracach domowych… Zdaję sobie sprawę, że nie są one ciekawe. Tak naprawdę jednak człowiek zaczyna doceniać wszystkie, jak to jedna z komentujących osób określiła, opiekunki domowego ogniska, dopiero wtedy, kiedy sam się w nią zmieni. To praca na pełny etat. Wiem już, że nie będzie to sensem mojego życia. Jednak ten rok spędzę w domu, aż do lata, więc muszę sprostać domowym obowiązkom. To tez nie jest tak, że nie ma czasu na przyjemności. Jedną z największych jest czytanie . Co prawda mam wrażenie, że moje lektury trochę oddają charakter sytuacji, w której obecnie się znajduję. We wrześniu był to jeszcze Murakami, potem już były kryminały, a obecnie romans historyczny – Lorentza „Nierządnica”. Straszny banał, choć podobno bił rekordy popularności w Niemczech. No, ale przeczytałam, uroniłam na koniec łezkę i nawet Więcej >

DSCN2573

Pierwszy dzień

Jakby kilka miesięcy wcześniej ktoś powiedział mi, że będę tzw. kurą domową, to pewnie zaśmiałabym mu się prosto w twarz. Do tej pory pracowałam na dwóch etatach, w zasadzie niewiele czasu miałam na prywatne życie. Praca była najważniejsza. Jednak od miesiąca jestem bez pracy, powoli zamieniam się w tzw. kurę domową i z całą pewnością mogę stwierdzić, że nie jest to wcale takie proste. Gotuję, piekę ciasta i ciasteczka, piorę, sprzątam, prasuję, wycieram kurze… i można tak wymieniać bez końca. Żeby nie zgniuśnieć, postanowiłam założyć bloga, bo jeżeli gwiazdy filmu mogą to robić, to znaczy, że ja też mogę. Zmotywowała mnie książka – wywiad Andrusa z Czubaszek.

Dzisiaj pierwszy dzień. Mój debiut jako blogerki – kury domowej. Co zrobiłam? Najpierw wstałam po 5, żeby wyprawić córkę do szkoły. W zasadzie jest na tyle duża, że mogłaby się obyć bez mojej asysty, jednak nie mogłabym spokojnie spać, nie sprawdziwszy, czy wyszła do szkoły. Na drogę zapakowałam jej ciepłe, podpieczone o świcie bułki, sprawdziłam, czy wzięła bilet miesięczny i wróciłam do łóżka. Muszę przyznać, że pospałam dość długo, obudziłam się o 9.00. Zjadłam śniadanie, obejrzałam poranną telewizję. Żeby nie marnować czasu po śniadaniu wyprasowałam stos upranych ubrań. Potem umyłam okno, zmyłam wejście do Więcej >