Dzisiaj mam urodziny i imieniny. Hurtem. Moi rodzice mnie tak urządzili.

Wiadomo, kiedyś nie było USG i płeć dziecka można było „przepowiedzieć” na podstawie kształtu brzucha i apetytu na kwaśne lub słodkie. I tak moi rodzice sobie wyprorokowali, że synka mieć będą. Pewni byli na 100 % i nie przewidywali dziewczynki, a w tym utwierdzał ich cały sztab ciotek, matek i babek. A w ogóle ta ciąża dziwna była, bo ja z bliźniaków jestem. Moja mama poroniła. Jednak okazało się, że to bliźniaki dwujajowe były. Słabsze odpadło, bo nie chcę podejrzewać, że je wykopałam, coby konkurencji się pozbyć. Ja przetrwałam i w zakamarkach mamusinej macicy się rozwijałam jak należy. Mama mówi, że 3600 g ważyłam i że bardzo krótka byłam. Nie pamięta, ile centymetrów dokładnie, ale że taki krótki bobas się jej trafił. Za to teraz natura mi tę mizerną długość zrekompensowała i wyrosłam na 174 cm!

Wracając jednak do tego, że miałam być chłopcem… Rodzice jedno imię przygotowali dla dziecka. „Tomasz” mi wymyślili. Jednak niespodziankę im zrobiłam, bo urodziłam się i wszelkie znaki nie tylko na niebie i ziemi, ale i moim ciele wskazywały na to, że jestem płci niewieściej. A imienia nie mieli. Od czego jednak kalendarz. Spojrzeli na Więcej >