Ostatnio dostałam bardzo interesujące zlecenie. Piszę teksty o teatrze. Między innymi piszę recenzje ze spektaklów, na których byłam, więc zadanie przyjemne. Sporo też w związku z tym czytam, by być na bieżąco. I tak przeglądam sobie strony w necie, przeglądam i natrafiam na ciekawy artykuł, którego tytuł już działa na moją wyobraźnię: „Aligator kontra kura”. Wiadomo, że wszystko, co dotyczy kurzego tematu działa na mnie stymulująco.

Okazuje się, że jest taki spektakl, w zasadzie performance, który powstał w nawiązaniu do jakiegoś popularnego filmiku pokazującego naszego rodaka dokarmiającego aligatory na Florydzie. Kurami oczywiście! W spektaklu na szczęście kurą jest aktorka, czyli jakby poznajemy sytuację z kurzej perspektywy. Nie widziałam tego, bo performance pokazano w Poznaniu. Zadziałało to jednak na moją wyobraźnię. Z perspektywy kury takie dokarmianie aligatora chyba nie jest fajne. Tak myślę. Bo co widzi kura? Wielkie zębiska i paszczę. I wcale nie jest taka głupia, by myśleć, że to uśmiech od ucha do ucha na widok jej pięknych kształtów czy błyskotliwej inteligencji. O, nie! A potem tylko ciemność. Jedna wielka ciemność niczym dno piekielnego kotła wypełnionego smołą. Nie wspomnę o tym, jak wygląda kura, kiedy przejdzie już całą długość flaków aligatora. Nic pięknego.

W poznańskim spektaklu wystąpiła również prawdziwa, najprawdziwsza Więcej >