W długi weekend pojechaliśmy do Ostródy. Mam tam babcię. Postanowiliśmy ją odwiedzić, bo ma wyłączony telefon na dwa tygodnie. To skutek działania pewnych naciągaczy. Pisałam o tym kilka tygodni temu.

Posiedzieliśmy u babci, a potem poszliśmy na spacer nad brzegiem jeziora. Pięknie się Ostróda zmienia. Jeżdżę tam, odkąd pamiętam. Jednak nie mam związanych z nią dobrych wspomnień. Babcia to bardzo specyficzna osoba. Wszystkie pobyty u niej (czasy dzieciństwa) kojarzą mi się z przymusowymi wizytami w kościele po dwa razy dziennie i modlitwami rano i wieczorem. I nie wystarczał „jakiś paciorek”. Były śpiewy i modlitwy trwające dobre 40 minut. Nie lubiliśmy tego z bratem. I płakaliśmy, jak mama zawoziła nas na wakacje do babci. W zasadzie miałam wrażenie, że jeździliśmy tam za karę, a w nagrodę do drugiej babci, do Jaworzna. A że częściej chyba broiliśmy, niż byliśmy grzeczni, więc łatwo się domyślić, gdzie częściej spędzaliśmy wakacje.

Dziadek (już nie żyje) był fajniejszy (dla nas jako dzieci), bo zabierał nas na spacery i bawił się z nami. Wycieczki nad jezioro zawsze robiliśmy właśnie z dziadkiem. I tak mi się Ostróda z jeziorem kojarzy. W pamięci z dzieciństwa utkwiły mi jednak dwa makabryczne zdarzenia związane z tym miejscem. Pamiętam, jak kiedyś w miejscu, do Więcej >