Ostatnio mignęło mi w telewizorze jakieś wspomnienie o trzepakach. Pamiętacie je jeszcze? Od razu mi się sentymentalna nutka włączyła. Wykorzystałam trzepak w jednej ze scen w „Szeptach dzieciństwa”, przyznam, że, pisząc ją, czerpałam z własnego doświadczenia.

Trzepak to było ważne miejsce na podwórku. U nas na osiedlu (bo wychowałam się na blokowisku) znajdował się tuż koło śmietnika. To nie przeszkadzało, by czuć się na nim panią/panem świata. Punkt spotkań dzieciaków z naszego osiedla znajdował się właśnie tutaj. I jakby hierarchia rodziła się w sposób naturalny – jedni wyżej, drudzy niżej. Kiedy stanęło się na poprzecznej rurze, świat wyglądał na malutki, można go było na przykład opluć lub wyśmiać, przecież u góry człowiek był nietykalny.

Kiedy było źle czy smutno, też biegło się na trzepak. Czasami zwisało się głową w dół, bo wszystko było na opak.

Bawiliśmy się też w coś w rodzaju ciuciubabki. Jedna osoba z zamkniętymi oczyma podchodziła do trzepaka i próbowała sięgnąć tych wiszących na rurkach. Trzeba było wtedy mocno się podciągnąć, by nie zostać złapanym. Było dużo śmiechu. A trzepaki nie miały żadnych atestów. Rodzice nie zwracali uwagi na to, że bawimy się przy śmietniku, że ktoś może spaść i rozbić głowę. Nawet nie pamiętam, czy ktoś z moje paczki Więcej >