Nastało święto lasu. Byliśmy ze Sławkiem w kinie. Za dużego wyboru filmów nie było, więc zdecydowaliśmy się na „Cichą noc”. Widzieliście? To film o świętach, ale nie ma tu miejsca na magię i bajkę. Jest realizm do bólu (ale mnie się podobało).

W sumie smutno. Pomyślałam, że jednak chyba w wielu domach tak właśnie wyglądają rodzinne święta. Jest sporo jakichś skrywanych przez lata żalów do siebie, sztucznych uśmiechów. I flaszeczka na stole (???!!!).

Podobno według psychologów święta Bożego Narodzenia to bardzo stresujący czas. Dziwne w sumie, bo kilka tygodni przed budujemy atmosferę. Otaczamy się mikołajkami, reniferami, gwiazdkami, bałwankami… Chcemy magii, czaru, baśni. A wychodzi tak, że siedzimy przy stole, jemy, prowadzimy nie do końca szczere rozmowy i sztucznie się uśmiechamy. Po całym ambarasie odpoczywamy przez kilka dni.

Dużym powodzeniem w tym przedświątecznym czasie cieszą się książki i filmy bożonarodzeniowe. Właśnie one najczęściej ukazują tę wymarzoną przez nas magię. Chcemy w nią wierzyć? Chcemy! Wydaje się nam, że zdarzy się jakiś cud. Może zwierzęta przemówią do nas ludzkim głosem albo po prostu dawne niesnaski prysną jak bańka mydlana? Cud się jednak nie zdarza… ale przecież kolejne święta za rok.

Przyznam Wam, że jak patrzę na moje święta z przeszłości, to mimo wszystko uśmiecham się wstecz. Więcej >