Dzisiaj jest ważny dzień. Celebruję go od 21 lat. Bo właśnie 21 lat temu skończyłam wysiadywanie swojego Jaja i postanowiłam pokazać je światu. A że Jajo oporne było, bo podczas tego wypychania w świat wystawiało główkę i cofało się, więc lekarze postanowili się obejść z nim po cesarsku. I tak już to moje Jajo zalicza pełne oczko. Ech…

Kiedy zaczynałam przygodę z blogowaniem, miało 16 lat. Pomogło matce stworzyć to miejsce, choć chichrało się, że nikt nie będzie tego czytał. Potem w całej szkole opowiedziało, że ma matkę blogerkę. Pamiętam, jak raz postanowiłam, że czas najwyższy, żeby Jajo przestało być Jajem. Koledzy i koleżanki z klasy zaprotestowali. Przecież Jajo to Jajo i nie może być inaczej.

Jajo mocno broni swojej prywatności i ja to bardzo szanuję. Mój sposób na życie niekoniecznie musi się stać pomysłem mojej córki. Nie mogę więc zamieszczać zdjęć, wyjątek stanowi kilka fotek z dzieciństwa lub takich, z których nikt Jaja nie rozpozna. Ale dzisiaj siła wyższa. Muszę troszkę opowiedzieć o Jaju, bo kocham je nad życie.

Zawsze było bardzo dojrzałe i rozsądne, ponadto przygotowane na wszelkie ewentualności. Załóżmy było chłodno, wiało, a my postanowiliśmy zabrać śpiwory i pojechać nad morze, by posiedzieć nad wodą. Zajeżdżamy, a tam upał. My Więcej >