Stało się. Było ich dwoje, a od teraz mają żyć w czworokącie. Tak się porobiło. I jak to ogarnąć?

Jedno spoglądało w lewo, drugie w prawo, a czasami patrzyły przed siebie. Teraz okazuje się, że bez wspomagaczy nie dadzą rady. Muszę zastosować doping w postaci szklanych szybek.

A ja od jakiegoś czasu zastanawiałam się, dlaczego świat się nagle rozjechał i stracił kontury. Taki rozmazany się stał, rozciągnięty jak guma do żucia.

Może to właśnie wina oczu, a nie świata! Źle widzą. A jak im zafunduję wspomagacze w postaci okularów, to może świat wreszcie odzyska kontury. Dodam sobie odrobinę powagi, chyba że poproszę o różowe szkiełka albo wsadzę w oprawki dwie żółte tabletki i świat na pewno stanie się znośniejszy. Przecież wiadomo, że wszelkie dołki i dołeczki są tylko chwilowe, zaraz będzie dobrze.

Póki co szukam czasu na pójście do optyka. Cud, że wyskoczyłam do okulisty, ale po drodze miałam do załatwienia rehabilitację dla Babci, wizytę kontrolną w poradni ortopedycznej, transport medyczny i jeszcze trzeba było się dowiedzieć w opiece społecznej, czy mają jakieś wolne opiekunki. I wszystko to ja jednego dnia dałam radę. Normalnie bohater domu. Na końcu walczyłam z muszlą klozetową, to tak a propos wczorajszego postu. Morska bryza łaskotała w nos. Babcia Więcej >