Czytam ostatnio dziwne rzeczy. Jakiś czas temu przeszukiwałam leksykon słowiańskich demonów i znalazłam tam pewnego stwora, w którego wierzono na Kaszubach i na Kociewiu. Lubię takie smaczki. Słyszeliście kiedyś o wieszczym?

Podobno, kiedy dziecko rodziło się w czepku albo z zębami, to wierzono, że po śmierci będzie ono biegało po wieży kościelnej, biło w dzwony i wymieniało imiona tych, którzy za chwilę umrą. Na pierwszy rzut oka może mało ciekawy taki demon. Nie pierwszy i nie ostatni, który po śmierci nęka żyjących. Ale ten mnie zaciekawił, bo podobno można go było pokonać, zabierając mu koszulę (kiedy już nie żył), tylko że cwaniak potrafił ją zeżreć. I co wtedy? Nie wiadomo, tego w leksykonie nie wyjaśniono. Ale wyobraźnia ruszyła. Głupawka mnie dopadła, jak sobie wyobraziłam gostka wciśniętego w ciasną trumnę, próbującego zdjąć koszulę, która pewnie była pod jakąś marynarką, a potem jeszcze wpychającego sobie ją do gęby i zajadającego ze smakiem. Piękny widok.

Była jeszcze jedna rzecz, która mnie rozśmieszyła. Podobno kiedy dziecko rodziło się w czepku, to matka zawsze musiała przechować tę błonę, którą noworodek miał na łepetynie. Suszyła ją i na siódme urodziny tarła i potem dzieciakowi wsypywała do jakiejś kaszy czy mleka, żeby zjadł. To podobno strzegło go przed tym, Więcej >