Dzisiaj będzie z cyklu podsłuchanych w autobusie. Dialogi, jakie toczą pasażerowie, nie są do wymyślenia. Chyba żadnemu filozofowi się nie śniło, o czym mogą rozmawiać ludzie w środkach komunikacji miejskiej. Żaden pisarz chyba nie wymyśli lepszego dialogu, niż te, które można podsłuchać.

Jechałam autobusem do centrum. Wokół mnóstwo pasażerów. Średnia wieku chyba 75+, czyli taki oddział geriatryczny na kółkach. Toczymy się powoli. Kierowca jedzie tak, jak wiózłby ziemniaki, nie przejmując się, czy my z równowagą sobie radzimy. No, ale człowiek zahartowany, więc kurczowo trzyma się uchwytów. Geriatra siedzi. Im się należy. Mnie do wieku geriatrycznego niewiele brakuje, więc jest nadzieja, że kiedyś też sobie zasiądę wygodnie.

Jadę, patrzę w okno. Nikt mi swojej pachy pod nos nie podtyka, najwyżej wącha moją, bo mam przewagę wzrostu. Słońce świeci, jest pięknie. Obok siedzą sobie staruszkowie, podpierają się laseczkami i toczą rozmowy. A że słuch u nich już chyba lekko przytępiony, wszyscy w autobusie mają tę przyjemność uczestniczenia w dyskusji. Nadstawiamy uszy z ciekawością, o czym geriatria dyskutuje. Dialog pasjonujący. Zacytuję go w oryginale, niczego nie zmieniając ani nie cenzurując.

- A co pani, kochana?

- A, jakaś choroba mnie dopadła, mówię pani.

- Oj, bo te choróbska to zawsze biedaków dopadną. A tych pedałów z sejmu Więcej >