Dawno się tak nie uśmiałam jak w tym tygodniu. Babcia wzbiła się na wyżyny absurdu. A wszystko za sprawą niczemu winnej kaszanki.

Kiedy robiliśmy z Mężusiem zakupy na weekend, w oko wpadła nam kaszanka. Wyglądała smakowicie. W dodatku z rok już nie jedliśmy tak wytwornego posiłku, więc postanowiliśmy zaszaleć.

W sobotę jedliśmy rosół ugotowany przez Babcię, a ta nagle pyta:

– Co jutro na obiad?

– Kaszanka – odpowiadamy chórem, a Babcia patrzy na nas, oczy ma niczym pięciozłotówki i po chwili parska śmiechem.

– Nie no, powiedzcie na poważnie, co jemy w niedzielę.

– Kaszankę – odpowiadamy. – Dawno nie jedliśmy i mamy ochotę, ale jak chcesz, możesz zjeść co innego.

Babcia jednak stwierdziła, że zje z nami. Usmażyłam więc przepyszną kaszankę z cebulką. Do tego na zagryzkę mieliśmy ogórki kiszone i jedzenie jak marzenie. Bardzo nam smakowało. Babcia jadła i też nie narzekała. Jednak w poniedziałek przy śniadaniu nerwy jej puściły.

– Nie może być tak, że wy takie gówno jecie! Ciężko pracujecie, powinniście sobie kupować to, na co macie ochotę.

– Ale, Babciu, my mieliśmy ochotę na kaszankę. Naprawdę!

– Dobra, dobra, co ja nie mam oczu? Ostatnio coś wynosiłaś z domu na sprzedaż, a teraz kaszanka. Widzę, jak oszczędzacie. Takie gówno jadacie. Mów, potrzebujesz pieniędzy, to ja wam dam.

– Nie, nie potrzebujemy. – I Więcej >