Dzieje się, dzieje… Ledwo nadążam.

Dziękuję moim Czytelniczkom i Czytelnikom, że chcieli się ze mną spotkać w tym tygodniu. Uśmiech prawie nie schodził z mojej facjaty. Okazało się też, że jestem wnuczką najsławniejszej Babci w Polsce. Kiedy przywiozłam do domu prezenty, prawie skakała z radości. Razem z Babcią dostałyśmy orzechy (to wspólny prezent, więc może się podzielę, choć Babcia znów stwierdziła, że ja bardziej potrzebuję na mózg. Zaoferowała się, że mi je wszystkie obierze i zmieli. Zdziwiła się, gdy zaprotestowałam, tłumacząc, że mam jeszcze zęby i chętnie je pochrupię).

Babcia dostała też książkę od pisarki Anity Scharmach ze specjalną dedykacją właśnie dla niej. Trzy razy kazała sobie przeczytać.

– Niedługo to będziecie mnie musieli do telewizji wozić. Już ja tam im powiem, jak się żyje ludziom w Polsce i że nie mają pracy. Ja nie będę strzępić języka na głupoty.

Wczoraj przyszły też książki, które zamówiłam u wydawcy, bo w poniedziałek wybieram się do Zamościa.

– Ale wielkie pudło książek dostała – od razu Babcia poinformowała Sławka. Klaskała też w dłonie, nie zatańczyła tylko krakowiaczka. – Będzie co czytać!

– Babciu, wszystkie przeczytałaś – tłumaczę. – To na spotkania autorskie, gdyby czytelnicy chcieli kupić.

– O! – ucieszyła się. – To dużo forsy będziesz mieć, kupisz sobie buty, bo te trampki, Więcej >