Zaczął się rok akademicki. „Eksmitowaliśmy” Jajo. Niech się uczy, wiadomo, że potem to będzie mogło zawojować rynek pracy. Pomijam fakt, że zawsze smutno, gdy się rozstaję z córeczką, ale muszę przyznać, że to był niezwykle przyjemny weekend, tym bardziej że my ze Sławkiem od kilku lat nie możemy sobie pozwolić na dłuższy wyjazd, chociażby ze względu na seniorkę.

Gościliśmy we Wrocławiu u Kasi, która tutaj komentuje od dobrych kilku lat. Zżywam się z Wami, nie ma co ukrywać i co chwilę poznaję kogoś w realu. W wakacje była u mnie Zagubiona, która niestety nie prowadzi już bloga i rzadko tu zagląda, ale była moją pierwszą czytelniczką, która zaczęła zostawiać komentarze. Tym razem poznałam Kasię, choć miałam wrażenie, że znam ją dobrze od lat. Najzabawniejsze doświadczenie dla mnie to moment, kiedy zadzwoniłam domofonem i odezwała się jakaś kobieta bardzo zdecydowanym głosem. Zamarłam i od razu zwątpiłam, czy to głos Kasi. Oświecenie przyszło za chwilę, że przecież ja nie wiem, jak brzmi Kasia! Dziwna sprawa znać kogoś i nie znać.

Spędziliśmy ze Sławkiem miły czas we Wrocławiu. Odprężyliśmy się trochę, a w drodze powrotnej odwiedziliśmy Kórnik, Gniezno i Inowrocław. Pięknie było!

A co nas zaskoczyło? Ceny w Kórniku.

W Kórniku byłam kilka razy na wycieczkach szkolnych Więcej >