I jak po długim weekendzie? Wszyscy żyją? Były kiełbaski z rusztu?

Nam udało się na jeden dzień wyskoczyć do Łodzi. Byłam tam pierwszy raz, ale bardzo chciałam pojechać. Interesowała mnie szczególnie jedna kamienica na Piotrkowskiej. Ta z rzeźbą Gutenberga i medalionami wybitnych drukarzy. Taki mój mały bzik. I przyznam, że zbieram materiał zdjęciowy, który wykorzystam przy następnej mojej powieści. Pamiętacie? Pisałam kiedyś, że bohaterka będzie drukarzem i będzie miała fioła na punkcie czarnej sztuki.

Muszę się przy okazji pochwalić moim osiągnięciem i osiągnięciem mojego kota. Ja zdobyłam tytuł „miszcza”, a Nutuś kretyna miesiąca. Biorąc pod uwagę, że maj się dopiero zaczął, mamy szansę go pobić.

Najpierw „miszcz”

Rozpoczęliśmy w poniedziałek sezon rowerowy. Zaczęliśmy od krótkiej wycieczki nad rozlewisko. Zaledwie dziesięć kilometrów. Byliśmy tam już nieraz, to bardzo urokliwe miejsce i zawsze trzeba w powrotnej drodze podjechać pod górkę. Może niezbyt wysoką, ale długą. I mnie w tamtym roku (a przejechaliśmy w sumie ponad 500 km), nie udało się ani razu pod nią wjechać. Zawsze wymiękałam w połowie, zsiadałam z roweru i upokorzona prowadziłam rower. A tym razem?! W połowie kapnęłam się, że jeszcze jadę! I nawet płuc nie zdążyłam wypluć, zadyszki dostać ani palpitacji serca! Wjechałam na luziku! Z palcem… na kierownicy! Ha! Więcej >