No, kochani, dzisiaj to mam poważną sprawę do Was. Poproszę o same achy, ochy i inne słowa zachwytu. Mój kot popadł w depresję, a ja prawie z nim jako jego pełnoprawna pańcia (czytaj: ta, która sprząta kuwetę i żreć daje). Mój Nutuś (bo tak się wabi) wziął udział w drugim już konkursie kociej piękności. Nikt w niego nie wierzy, bo w pierwszym nawet żadnego wyróżnienia nie dostał. Drugi jeszcze w toku, ale i tak szanse według mojego Jaja i Mężusia ma marne. Ale my im jeszcze pokażemy! Zdziwią się jak w Trójmieście na bilbordach Nutusia na tle różowego szlafroczka zobaczą. Ja w niego wierzę! Dzisiaj Międzynarodowy Dzień Kota, więc jestem zobowiązana temu mojemu kocurowi poświęcić wpis na blogu. Zrobiłam mu sesję zdjęciową. Wygląda na niej jak młody bóg, chociaż nie bardzo chciał współpracować (możecie zobaczyć na zdjęciach, jak wygląda kot z wyrazem mordy oznaczającej politowanie). Nawet prawie wcale nie widać u niego nadwagi. Brzucho wciągał jak mógł, no ale nie wszystko dało się ukryć. Jak biega, to fajnie to sadełko tak na boki się majta, jak wahadło w zegarze. Zresztą on nie biega, on galopuje niczym ogier (ten sam tętent). Zawsze mi się wydawało, że koty to najcichsze stworzenia na Więcej >