Napadli, okradli i porzucili na mrozie! Normalnie nóż w kieszeni się otwiera. Niby czas świąteczny i ludzkim głosem pora przemówić, a tu bezprawie się szerzy jak nic. Znalazłam ją wczoraj nagusieńką. Serce prawie w plasterki mi się pokroiło. Stała tak bidulka odzienia pozbawiona, bo przecież napadli ją oprawcy i z odzieży ograbili. I teraz wyciąga z drżeniem te swoje chudziutkie „ramionka” i prosi o wsparcie. Toż ja to maleństwo własnymi rękoma wsadziłam przed domem. Na zimę opatuliłam włókniną, specjalnie w tym celu zakupioną przez Mężusia, by ciepełko miała i do wiosny dotrwała. Co komu winna taka roślinka, żeby tak podstępnie ją podejść, odzienie zerwać i nagusieńką pozostawić na pastwę mrozu? Pytam się, komu?!!!

Normalnie ktoś ukradł nam włókninę z roślinki, z drzewka malutkiego, ledwo co na wiosnę wsadzonego. Dobrze, że moje bystre oko przyuważyło brak na jej gałązkach ciepłego ubranka, bo inaczej mróz by zniszczył, uśmiercił na amen. Najpierw podejrzewałam, że może wredne wietrzysko. Ale przecież latałaby ta włóknina gdzieś po drodze, a tu ani śladu po niej. Ponadto drzewko pięknie obwiązałam, żeby właśnie wiatr ubranka nie zdarł. Toż to maleństwo oparło się Ksaweremu, a niestety uległo złodziejowi.

I już myślałam, że najgłupsza rzecz, jaką można ukraść, to kosz na śmieci Więcej >