Co jest najlepszym sposobem na to, by nie myśleć? Oczywiście wysiłek fizyczny! Poszłam więc wczoraj wyżyć się na moim, pożal się Boże, trawniku. Chwyciłam za grabie i heja. Aż pot ciurkiem zasuwał po du… skroniach. A jak człowiek pracuje, to zawsze znajdzie się jakiś pomocnik. Mój wierny kot nie mógł sobie podarować takiego widoku i bacznie obserwował, czy równo wbijam grabie.

Nagle jednak wyskoczył na nas zza krzaka zwierz potężny i zielonkawy, w dodatku w jakimś maskującym uniformie. Nutuś podskoczył z wrażenia na kilkanaście centymetrów w górę. A ja z zachwytu, że mój kot taki lekki jak piórko, oniemiałam i z rozdziawioną gębą patrzyłam. A ten opadł na ziemię i znów się wbił w powietrze. Nawet podczas lądowania mu się sadełko majtnęło na boki. I kiedy wreszcie moja rozdziawiona gęba zwarła się szczelnie, zauważyłam, że ten atakujący nas zwierz to żaba. I wtedy przyszło oświecenie, by nagrać Nutusia i Jaju wysłać filmik, bo przecież Jajo zachwyca się amerykańskimi kotami, a o naszym zapomniało. Biegnę więc, prawie butów nie gubiąc, po telefon. I dawaj nagrywanie. Tylko że żaba stoi i wybałusza oczy, a Nutuś leży styrany życiem po dwóch zaledwie skokach.

Pozostało mi więc stymulować do skoku żabę. I dawaj łaskotać ją w Więcej >