Chciałoby się dzisiaj napisać coś wesołego. W sumie z jednej strony to zabawne, że Babcia mnie trenuje, używając dzwonka. Dobiegam coraz szybciej. A seniorka z podziwem komentuje te moje biegi. Jednak wczoraj już nie było tak zabawnie. Babcia przestała chodzić. Nie wiadomo dlaczego. Być może krwiak uciska jakiś nerw w nodze, być może jednak było jakieś pęknięcie. Wezwałam lekarza. Niestety nic nie da się zrobić, trzeba czekać, aż te obite miejsca się zagoją. W ruch więc poszły pampersy.

Mój kręgosłup też się buntuje. Szkoda gadać. Smutno się więc zrobiło. Jajo dzisiaj rano wyleciało. Mąż do późnego popołudnia w pracy, a ja biegam na dzwonek albo zasuwam do apteki. A Babcia wymyśla. Wpadła na genialny, swoim zdaniem, pomysł, żeby Sławek przymocował do krzesła kółka, to ona będzie sobie jeździć. Pytam: dokąd i jak? Potem oczywiście miała jeszcze kilka innych pomysłów, równie genialnych. Chciała, żeby Sławek na rękach ją nosił do toalety. Później, że on ma ją wziąć pod rękę, a ja za nogę. No, pomysłowa ta nasza Babcia. Gorzej z wykonaniem, bo my jakoś nie palimy się do sprawdzania jej pomysłów w praktyce, tym bardziej że lekarka kazała przynajmniej przez kilka dni leżeć, by dać się wygoić zbitemu biodru.

W przerwach Babcia oczywiście Więcej >