Jednym z największych plusów blogowania jest wsparcie czytelników i innych blogerów. Normalnie, gdybym mogła, to bym Was wszystkich uściskała. Wygrzebałam się spod kocyka, choć jeszcze w głowie sporo do ułożenia zostało, bo to nie jest prosta sprawa. Jednak dam radę, bo innego wyjścia nie ma.

Najlepszy sposób na dołek, to praca. Akurat tak się złożyło, że ostatnio w weekendy pracuję, bo takie mam zlecenie. Najlepszy jednak jest mój Mężuś. W sobotę jak już wróciłam z pracy, zapakował mnie w auto i zawiózł do św. Mikołaja, który w otoczeniu reniferów stacjonuje w Gdańsku. Co prawda, na kolana Mikołajowi nie usiadłam, bo brzuchaty pan w czerwonym ubranku może niekoniecznie gustować w podstarzałych kurach, więc jedynie reniferowi szepnęłam na uszko to i owo. Renifer wysłuchał cierpliwie, a potem dupskiem się do mnie odwrócił i ze stoickim spokojem przeżuwał siano. Zakładam, że jednak usłyszał to, co trzeba.

I tak jeszcze a propos bloga i blogerów, przypomniało mi się, jak jakiś czas temu rozmawiałam z młodą kobietą – fanką jednego z najpopularniejszych blogerów. Zapytałam ją, co się jej podoba na tamtym blogu i usłyszałam odpowiedź:

– To, że tak tyra swoich czytelników.

Hmm… I to mnie pobudziło do refleksji. Tak sobie myślę, że w życiu tyle nas spotyka przykrości, Więcej >