Kiedy ostatnio dużo podróżowaliśmy ze Sławkiem, słuchaliśmy radia. Jedna audycja utkwiła mi mocno w pamięci. Dotyczyła koła gospodyń wiejskich i ich funkcji. Przy okazji rozmawiano o przemocy wobec kobiet na wsiach. I kiedy powiedziano, że w Zachodniopomorskiem aż 68% kobiet podlega przemocy domowej, to oniemiałam. Powtórzono te procenty kilkakrotnie, a ja jeszcze dla pewności zapytałam Sławka, czy dobrze słyszę. Sześćdziesiąt osiem? Rany! Czyli w województwie zachodniopomorskim prawie siedem kobiet na dziesięć ulega przemocy?

Wyjaśniono, że w tej części kraju jest mnóstwo terenów popegeerowskich, brak pracy, alkoholizm, a to pewnie tylko niektóre przyczyny takiego zachowania.

Przyznam, że te dane mnie zmroziły (tym bardziej że sama pochodzę z tego regionu Polski). Z jednej strony człowiek zdaje sobie sprawę z tego, że w mieście kobiety są bardziej wyemancypowane, ale przecież polska wieś się zmienia! Tu też mieszka dużo nowoczesnych kobiet!

Oczywiście przyczyny kulturowe też są istotne. Wieś zawsze była bliższa tradycyjnemu modelowi rodziny, patriarchatowi. Żona winna była mężowi posłuszeństwo, miała się troszczyć o jego wygodę i zdrowie. Pełniła rolę „służebną”. A za nieposłuszeństwo trzeba było ją  ukarać. Zrodziło się przekonanie, że jak mąż nie bije, to kobiecie wątroba gnije, że jest mu obojętna. A póki tłucze, to znaczy, że mu zależy. Ponadto było społeczne przyzwolenie na Więcej >