Ostatnio bardzo zaniedbuję blog i czuję się winna. Obiecuję sobie, że to zmienię i wrócę na normalne tory, ale tak dużo się dzieje, że nie nadążam. W poniedziałek byłam w Morągu na spotkaniu z dziećmi, wczoraj oglądałam spektakl, który powstał na podstawie „Leniusiołków” (przygotowany przez uczniów SP 4 w Starogardzie), a w sobotę idę czytać fragmenty książeczki do biblioteki. Dzieje się.

Ponadto myślami jestem trochę przy organizacji świąt. Dumam też nad prezentami, bo nie lubię ich kupować na ostatni dzwonek. I muszę stwierdzić, że w tym roku jest postęp. Mam już przemyślane i częściowo zorganizowane podarunki dla moich rodziców, babci i dla Jaja. Został mi jeszcze mój potencjalny zięć, chociaż tu też częściowo się już dzieje, bo wpadliśmy ze Sławkiem na pomysł, że młodzi dostaną jeden wspólny prezent i do tego dorzucę coś każdemu z osobna. Chłopców (czytaj synów Sławka) też już mamy zaplanowanych.

Oczywiście została mi jedna zagwozdka: Sławek. Jak zawsze wymaga to ode mnie najwięcej wysiłku. I potencjalnemu zięciowi też nie wiem jeszcze, co dorzucę do tego wspólnego prezentu. Z facetami zawsze najtrudniej. Oni prawie niczego nie potrzebują i z reguły wszystko mają. Też macie takie wrażenie?

Co kupić facetowi? Oto jest pytanie!

*

*

PS Aha! Robótka 2017 ruszyła! Zapraszam do udziału, bo Więcej >