I jak po świętach? Wszyscy żyją? Toczycie się czy jeszcze śmigacie jak frygi? U nas w miarę spokojnie. Żyjemy.

Jedzenia było sporo, wiadomo, jak to w święta. Ale przecież mieliśmy wielu gości. Najbardziej jednak zaskoczyła nas seniorka. Najmniejsza z całej rodziny. Wydawać by się mogło, że taka krucha… A okazało się, że gdybyśmy zrobili zawody, kto najwięcej zje, Babcia wygrałaby w przedbiegach. Z niedowierzaniem spoglądaliśmy na jej talerz. Jak nic rodzina pomyśli, że poza świętami to u nas w lodówce hula wiatr albo leżakuje niedźwiedź polarny.

Babcia nie może jeść śledzi. Nie może jeść zbyt słonych potraw. Ale kto jej zabroni w święto? Aż klaskała na widok śledzika.

– Gadajcie sobie, gadajcie – mówiła przy stole, machając na nas ręką, żebyśmy nie spoglądali w jej stronę. Tylko jakoś tak dziwnie, bo po paru minutach śledzik zniknął. Jedyny ślad, to cebulka na talerzu naszej seniorki (po chwili zniknęła również cebulka).

Potem bigos. I sałatka! Sałatce to Babcia na pewno nie odpuści.

– To ja zjadłam sama całą miskę sałatki? – zdziwiła się wczoraj. – Całą pożarłam, muszę to przyznać – dodała po chwili. – Ale warto było. Wyszła pyszna.

No, na pewno. W drugi dzień świąt wieczorem Babcia zwijała się z bólu. Żołądek nie dał rady. Jednak Więcej >