Jakiś czas temu w moim telewizorze powiedziano o tirze z mrożoną pizzą. Miał wypadek i wszystkie mrożonki rozsypały się po ulicy. Niby nic nadzwyczajnego, takie rzeczy się zdarzają. Jednak przywołało to w mojej pamięci wspomnienie z dzieciństwa, zepchnięte gdzieś w najciemniejsze zakamarki mojej rozczochranej, ale jeden impuls wystarczył, by wylazły na wierzch.

Kiedyś, dawno temu, kiedy byłam małą dziewczynką, nawet nie umiem określić, ile mogłam mieć lat, załóżmy, że około dziesięciu (choć to pewne nie jest), na pewno za to było to w czasach PRL-u, w Stargardzie (wtedy jeszcze Szczecińskim) miał wypadek samochodu dostawczego, który przewoził słodycze. Wszystko to oczywiście rozsypało się po jezdni. Samochód się zapalił, ale ciastka i cukierki rozrzuciło tak, że ocalały. No, może lekko zmieniły smak, ale słodkie dalej było wyczuwalne. A to już coś!

I wiecie co? Pamiętam ich smak do dzisiaj. Były lekko „uwędzone” i przesiąknięte dymem, ale nadal były to SŁODYCZE. Bez kartek! Wystarczyło podjechać na rowerze, zapakować w plecak i do domu. Sporo rodzin wtedy uzupełniło zapasy. Ludziska uwijały się jak mrówki i zbierali łupy.

Oczywiście dzisiaj jako dorosły człowiek wiem, że to złe, że nie można tak robić itp. No, ale co począć, jeżeli to już się stało, w dodatku kilkadziesiąt lat temu. Można Więcej >