Wspominałam już o tym na FB, ale że nie wszyscy mają tam konta, to powtórzę, bo mój mąż zyskał nową ksywkę – „starszy pan”. Chichrałam się z tego, bo jaki on starszy, ciągle pełen siły i werwy. I jakoś tak trudno dopuścić do siebie myśl, że starość czai się za rogiem. Niech tam jeszcze się poczai, zanim nas dopadnie!

Ostatnio przyszedł fachowiec zapytać, czy może wnieść do ogródka rusztowanie. W pierwszej chwili nie wiem, o co chodzi, więc dopytuję, a facet niemrawo tłumaczy.

− Rozmawiałem z tym starszym panem – mówi, a ja oczywiście główkuję, o kim mowa. Nawet już chcę mówić, że mój dziadek nie żyje, a mieszka z nami tylko jedna starsza pani.

− U nas nie ma żadnego starszego pana – odpowiadam, ale od razu widzę konsternację na twarzy fachowca.

− Wyjeżdżał z garażu – mówi, a ja w śmiech.

− To pan o moim mężu mówi? – Nie mogę opanować śmiechu, czym wprawiam pana w zakłopotanie. Coś tam mruczy pod nosem. Przyglądam mu się. Wygląda, jakby był w wieku Sławka. Potem jeszcze bardziej parskam śmiechem, bo on myślał chyba, że to mój ojciec. Coś zakłopotany duka. Widok na pewno ma niecodzienny: rechocząca kobieta, która z każdym słowem wybucha śmiechem. No, ale Więcej >