Ostatnio zainteresowałam się ciekawymi, ale śmiesznymi przekleństwami. Jakoś tak zboczyły me myśli w dziwnym kierunku. Wiadomo, że język nie ma granic, podobnie jak ludzka wyobraźnia. Rozśmieszają mnie używane „jeżu kolczasty” i „borze szumiący”. W ogóle lubię zabawę słowem. Uważam, że czasami potrzebny nam dystans również do języka. Najgorsze, co może być, to sztuczne zadęcie w stylu ą, ę przez bibułkę.  A czasami trzeba trochę poeksperymentować, pokombinować z zestawianiem słów (lub wymyślaniem nowych – dlatego tak lubię Białoszewskiego).

Zaczęłam więc zgłębiać temat i szukać w necie ciekawych przekleństw (ale nie wulgarnych), takich świadczących raczej o poczuciu humoru.

Oczywiście okazało się, że kura rządzi. Spójrzcie na powiedzonka w stylu: „kurza stopa”, „niech cię kura kopnie”, „kurczę blade”, „kurza twarz”, „kurza piechota”, „kurka wodna”, „kurza melodia”, „o kurro, himenez”, „kurczę jego w du…ę cara Mikołaja, podżegacza, imperialisty mać…” (to ostatnie trochę wulgarne, ale sami przyznajcie, że inwencja twórcza godna pochwały).

 Z tego wniosek, że najbardziej wulgarnym zwierzakiem jest kura. No, ale wiadomo, że kura to jajcarka, więc nie ma się co dziwić.

Zobaczcie, co jeszcze znalazłam:

− Z kuriera wycięty.

− Madafaka cycek.

− Byku z plastiku.

− Chyba cię popiętroliło.

− Motyla noga.

Czasami na spotkaniach autorskich czytelniczki pytają o wulgaryzmy. Upewniają się, czy występują w moich książkach i jaki mam do Więcej >