Kiedy planowaliśmy wyjazd na południe, Babcia rozpaczała, że zostanie sama (bo dla niej Jajo się nie liczy). Zrobiłam jej takie zaopatrzenie, jakbyśmy wyjeżdżali na miesiąc. Na szczęście niedaleko nas jest sklepik, do którego Babcia lubi od czasu do czasu się przejść między innymi po swoje ukochane ciasteczka. Kiedy więc Jajo pytało, co jej potrzeba, odpowiedź zawsze była jedna, że nic.

Po powrocie do domu jednak zauważyliśmy, że Babcia chodzi, jakby baterie miała doładowane na maksa, w dodatku zadowolona z siebie. Wreszcie nikt jej niczego nie zabraniał i mogła robić to, co chce, zupełnie nie przejmując się nami. A muszę dodać, że zabraniam jej wchodzenia na drabinę, na krzesła, stoły i stołeczki, dźwigania ciężkich przedmiotów, czyli tego, co jest dla osoby w jej wieku niebezpieczne. No, ale przecież co ja wiem. Babcia musi wszystko po swojemu. I zawsze, dosłownie ZAWSZE (kiedy tylko zniknę jej z pola widzenia) zrobi to, co chce i ZAWSZE tak jak lubi (wczoraj goniłam ją, bo zakosiła mi ręczniki, by poskładać je po swojemu – a w takich momentach zawsze dostaje niezwykłego przyspieszenia).

– Co ty, Babciu, taka zadowolona? –  pytam po powrocie do domu.

– Chodź, to ci pokażę – mówi, tryskając szczęściem. Prowadzi mnie do swojego pokoju. Pokazuje, że Więcej >