Donoszę dziś z naszego frontu…

W piwnicy mam niezłe błotko, więc chyba zakładam SPA. W ofercie kąpiele błotne, gdyby kto reflektował.

I chyba mam intuicję, bo natchnęło mnie kilka dni temu, żeby już bigos zrobić i zamrozić, bo kapustę mieliśmy ukiszoną własnoręcznie, a ubywało jej w jakimś zastraszającym tempie. W tym roku na próbę ukisiliśmy w małej beczułce. Dobrze, że mnie tak podkusiło, by ten bigosik machnąć, bo w wodzie beczka dryfowała po piwnicy i nie wiadomo w sumie, czy się do środka wody nalało czy nie, ale ryzykować nie ma co. Dryfowały jeszcze bombki. Lekkie, więc woda uniosła. Na dokładkę babci pantalony powieszone w pralni też zażyły kąpieli. Nie wiemy jeszcze, czy pralka działa, bo się suszy. Jajo po powrocie do domu pewnie na zawał zejdzie, bo jej wzmacniacz do gitary utonął całkowicie. Teraz może go zamienić na akwarium dla rybek. (Jajo kochane, jeżeli to czytasz, to pooddychaj głęboko, policz do dziesięciu i pamiętaj, że rybki są piękne, przypomnij sobie chociażby swoją rybkę Alicję).

Ale na naszym froncie to nie wszystko. Nutuś przecież skończył zastrzyki. Na szczęście już nie smarcze. Teraz bierze tabletki, choć słowo „bierze” jest tu mocno na wyrost.

Poczytałam w necie, jak kotu podawać tabletki. I w sumie stwierdziłam, że Więcej >