Udało mi się wyrwać z domu. Jeden dzień nad morzem! I nie były to złudne marzenia osoby siedzącej na muszli klozetowej i wdychającej zapach oceanu z niebieskiej kostki, która przeniosła ją do hotelu klasy lux. O, nie! To nie szum wody spływający po porcelanowej muszli, ale prawdziwy! Udało mi się pojechać i nabrać w płuca powietrza w samym Sopocie! Jak mi tego było trzeba! Żebyście to wiedzieli! Przez kilka godzin czułam się jak na wakacjach. Wszystkie problemy zostały z tyłu (przynajmniej na chwilę).

Jak co roku wzięłam udział w spotkaniu autorów z blogerami „A może nad morze? Z książką.” I wróciłam z bateryjką na full doładowaną! Spotkałam jak zwykle fantastycznych ludzi (choć nie wszyscy uczestnicy z poprzednich edycji dotarli)! Pogadałam, pośmiałam się, strzeliłam sobie kilka fajnych fotek i mogę ciągnąć ten swój wózek dalej. W tym tygodniu przyjdzie mi się zmierzyć z Babcią. Z pewnością wypiszą ją ze szpitala i wtedy wszystko z łoskotem sypnie się na moją rozczochraną.

Babcia po zabiegu była bardzo grzeczna, dzielnie się spisywała, nawet podejrzewałam, że ją tam nam podmienili. Wczoraj już jednak wracała do normy. Znów zajęła swój przyczółek i zaczęła wydawać polecenia. A wszystko ma być tak, jak ona lubi. Co my lubimy, to insza Więcej >