Przez to, że Jajo ostatnio nam choruje, moja mama wspominała, jak to ze mną drzewiej bywało. Uśmiałam się, bo faktycznie mama przypomniała dziwną historię. Prawie o niej zapomniałam. Kiedyś też mocno chorowałam i lekarze nie wiedzieli co mi jest. Z pomocą przyszła jednak babcia, która wszem i wobec oznajmiła, że jak nic, tylko mnie ktoś zauroczył. A że dwa razy mnie porwano (kiedyś o tym opowiem), to według mojej rodzinki było to całkiem prawdopodobne. Bo podobno nawet ładnym dzieckiem byłam, takim blond aniołkiem.

Babcia zakasała rękawy i stwierdziła, że z takim zauroczeniem to ona sobie świetnie poradzi. I muszę przyznać, że pamiętam ten rytuał odprawiany nade mną troszkę przez mgłę. Najważniejsza rzecz to były majtki na głowie. Babcia mi je wdziała, nie wiadomo po co. Musiały być żółte. I nie żółte z powodu długiego użytkowania! O, nie! Żółte, bo żółte. Ułożono mnie do łóżka z gaciami na łepetynie. I babcia jakieś uroki odczyniała nade mną. Oczywiście posiłkowała się wodą święconą, bo w walce z siłami zła najlepiej mieć wsparcie z góry. Pluła przez ramię, mamrotała coś pod nosem, paliła świece. Na koniec mi te gacie ze łba zdjęła, wytarła mnie tak symbolicznie nimi i potem chyba je wyrzuciła. Nie pamiętam. Może Więcej >